czwartek, 22 grudnia 2016

MILOS - KSIĘŻYCOWA WYSPA

   Każdy miłośnik podróży po greckich wyspach powinien pojechać na Milos. Wyspa jest dość dobrze znana wśród podróżniczej społeczności, ale jest to wąskie grono turystów. Wszyscy jadą na zatłoczone Santorini, a nie wiedzą, że bardzo blisko są równie piękne wyspy, które nawet latem oferują prawie puste plaże i nieziemskie widoki. Taka właśnie jest wyspa Milos, położona na skraju Cyklad. To właśnie tu, na Milos, można zobaczyć najpiękniejsze greckie wybrzeże, pełne niesamowitych i przepięknych zakamarków. Wulkaniczne pochodzenie wyspy sprawia, że krajobrazy są tutaj wyjątkowe. Milos powala na kolana, a szczególnie każdy metr jej wybrzeża.

   Nie sposób zwiedzić Milos nie jadąc na rejs dookoła wyspy. To absolutny obowiązek każdego, kto się tu przyjechał. Od tego trzeba zacząć planowanie i zwiedzanie. Bez rejsu pobyt na Milos po prostu nie ma sensu.
   Ale zacznijmy od początku. Na Milos można się dostać płynąc promem z Pireusu lub z sąsiadujących wysp. Trzeba wcześniej sprawdzić rozkład jazdy promów, najlepiej za pośrednictwem bardzo dobrej strony internetowej gtp.gr. Na wyspę można też przylecieć samolotem z Aten, jest tu lotnisko, jednak ceny biletów w sezonie turystycznym nie są tanie. Dokonując rezerwacji z odpowiednim wyprzedzeniem można trafić na bardzo przyzwoite ceny, loty obsługuje Olympic Airlines.
    Tak czy siak trafimy do Adamas, głównego portu Milos. Promy przypływają tu z reguły po południu lub wieczorem. Dobrze jest zarezerwować hotel z wyprzedzeniem. Idealnym miejscem na pobyt w Adamas jest wspaniały i niedrogi hotel Eleni, który polecam całym sercem. Właścicielka hotelu jest przesympatyczną osobą, która w szczególny sposób dba o swoich gości. Śniadania w hotelu są po prostu genialne i – co ważne – wliczone w cenę. To jeden z moich ulubionych hoteli w Grecji, w pełni zasługujący na miano najlepszego! Co prawda hotel nie jest położony bezpośrednio przy morzu i nie oferuje pokojów "z widokiem", ale przepiękne sąsiedztwo i świetna obsługa gwarantuje niezapomniany pobyt.
   Pierwsze, co każdy turysta powinien zrobić po przyjeździe do Adamas, to odwiedzenie portu i zaznajomienie się z ofertami rejsów dookoła wyspy na następny dzień. Na pierwszy rzut oka ofert jest sporo, ale koniecznie trzeba zapytać o realną możliwość wypłynięcia. Nie zwracajcie uwagi na ceny, warto wydać nawet 70 euro, choć średnio należy się liczyć z wydatkiem około 40-50. Naprawdę warto! Nie pożałujecie! Oczywiście cena zależy od poziomu usług, najniższa zapewnia podróż byle jaką łódką, a płacąc więcej mamy zagwarantowany naprawdę wysoki standard: jedynie kilka osób na pokładzie, jedzenie i picie bez ograniczeń (i to jakie!), świetny przewodnik, bezpłatne maski i rurki do nurkowania, non stop świeże owoce, lody, wino. Bajka!
   Warto być na bieżąco i sprawdzać co kilka godzin, czy rejs dojdzie do skutku. Poza sezonem może się zdarzyć, że nie ma wystarczającej liczby chętnych, pozostaje wtedy namawianie potencjalnych klientów na wykupienie biletów lub zapisanie się na następny dzień. Chętnych jest sporo, ale trzeba ich jakoś zachęcić, więc stałem koło łódki i zachęcałem. Udało się! Wypłynęliśmy w rejs, było nas tylko ośmioro!
    Rejs dookoła Milos był rewelacyjny! Najpierw popłynęliśmy wzdłuż wybrzeża, żeby zobaczyć "sirmata", czyli kolorowe domki z garażami dla łódek w wiosce Klima. Wyżej, na szczycie, oglądaliśmy białe domy Plaki – stolicy wyspy.
   Potem popłynęliśmy dalej na północ, mijając nieprawdopodobnie piękne wybrzeże z niesamowitymi skalnymi formacjami. Po drodze serwowano pyszne przekąski i dania główne. Jedliśmy grillowany chleb z pastą pomidorową ze świeżych pomidorów z czosnkiem i oliwą, smażoną cukinię z jajkami i miętą, a uwieńczeniem kulinarnego dnia był wyśmienity makaron ze świeżo złowioną ośmiornicą.
Get Adobe Flash player
   Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do jednego z tych magicznych miejsc, których przegapić absolutnie nie wolno – Sarakiniko. Nieskazitelnie białe skały tej cudownej plaży powalają na kolana. Z jachtu widoki były cudowne, ale warto wybrać się tam również od strony lądu, o czym napiszę w następnym poście.

Get Adobe Flash player
   Po minięciu Apollonii, głównego portu na północy wyspy, popłynęliśmy zobaczyć fantastyczną, niezamieszkałą wyspę Polyagos. To rzadkość, bo zwykle morze pomiędzy Milos i Polyagos jest wzburzone i nie zawsze jest możliwe odwiedzenie tego wspaniałego miejsca. Mieliśmy fart – woda była niezwykle spokojna i bez problemu dotarliśmy na wyspę.
APOLLONIA - drugi co do wielkości port na Milos
POLYAGOS - absolutnie fantastyczna wyspa w pobliżu Milos
   Polyagos totalnie wymiata. Takich kolorów skał i morza, takich niezwykłych i pięknych krajobrazów trudno szukać gdzie indziej. Nasz jacht zatrzymywał się w kilku zatoczkach. Pływanie w lazurowym morzu zapamiętam do końca życia.
Get Adobe Flash player
   Następnym przystankiem była stara kopalnia siarki. Jacht zatrzymał się w zatoce, a my popłynęliśmy do brzegu, gdzie morska woda ma temperaturę 45 stopni! Gorące źródła siarkowe ogrzały nasze ciała, po czym odpłynęliśmy dalej.
Get Adobe Flash player
   Na koniec odwiedziliśmy jedną z największych atrakcji Milos – Kleftiko. Miejsce jest po prostu zniewalająco piękne, co – mam nadzieję – widać na zdjęciach. Było świetnie, nurkowanie i pływanie w nieziemsko ciepłym morzu, doskonałe jedzenie i przede wszystkim dopisujące wszystkim humory.
Get Adobe Flash player
    Całodniowy rejs wokół Milos udał się w 100%. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto ma zamiar odwiedzić wyspę nie popłynął dookoła wyspy. Jak to mówią, "it's a must". Zgadzam się całkowicie!. A kończący rejs taniec kapitana na pokładzie zapamiętam do końca życia.

sobota, 26 marca 2016

FOLEGANDROS NA PIECHOTĘ

   Folegandros już z promu wygląda na wyspę bardzo niedostępną i groźną. Spowodowane jest to przede wszystkim przez występujące w wielu rejonach potężne klify opadające pionowo do morza. Wyspa jest mała i bardzo górzysta, co dodatkowo utrudnia jej dokładne poznanie. Jedyna asfaltowa droga prowadzi od portu Karavostasis do Chory położonej ponad 200 metrów wyżej, a potem do małej osady Ano Meri znajdującej się na szczycie górskiego grzbietu biegnącego od wschodu na zachód.

   Od głównej szosy odchodzi kilka wąskich betonowych lub szutrowych dróg, którymi można dojechać do nielicznych nadmorskich osad. Inne drogi na wyspie są krótkie i kończą się nagle pośrodku dzikiego pustkowia. Mieszkańcy Folegandros jeżdżą po wyspie głównie samochodami terenowymi, traktorami oraz na osłach.

   Po wyspie kursuje jeden publiczny autobus. Kilka razy dziennie jeździ pomiędzy portem a Chorą, a dodatkowo rano z Chory do Ano Merii i z powrotem. Podróżowanie po Folegandros samochodem nie ma sensu, ale za to miłośnicy pieszych wycieczek będą zachwyceni różnorodnością szlaków turystycznych. Są one porządnie oznakowane, co jest koniecznością, ponieważ zboczenie z wytyczonej ścieżki może być bardzo niebezpieczne.

   Do zamieszkałych osad leżących nad morzem najlepiej dojść pieszo. Można podjechać autobusem do końca trasy, co zaoszczędza czasu i wysiłku, a potem pomaszerować dalej. Koniecznie trzeba wziąć ze sobą dobrą mapę, kilka litrów wody i coś do jedzenia. Przy odrobinie szczęścia można trafić na otwartą tawernę, ale poza sezonem turystycznym wszystko jest zamknięte na głucho. 
   Nadmorskie osady żyją przede wszystkim latem, kiedy pojawiają się turyści. Większość z nich przyjeżdża na wyspę na kilka dni i często już tu byli w przeszłości. Na Folegandros jest bowiem kilka idyllicznych miejsc, do których chce się kiedyś wrócić. Najwięcej miejsc noclegowych i restauracji znajduje się w Chorze, porcie i okolicach, ale w innych częściach wyspy też można znaleźć hotele i wille do wynajęcia, nawet bardzo luksusowe.
Get Adobe Flash player
   Swoją wędrówkę po wyspie zacząłem wcześnie rano od krótkiej jazdy rozklekotanym autobusem do Ano Merii. Stamtąd poszedłem na zachód. Droga prowadząca szczytem górskiego grzbietu jest przepiękna, a widoki rozpościerające się z góry zachwycają. Odwiedziłem kilka malutkich osad, do których dojście z góry było krótkie ale bardzo strome.

Get Adobe Flash player
   O dziwo spotkałem na trasie mojej wycieczki kilkunastu turystów, co o tej porze roku w Grecji nie zdarza się często. Był koniec maja i wszyscy powoli szykowali się do lata. W jednym z miniaturowych porcików remontowano właśnie specjalną windę, którą transportuje się złowione ryby prosto do tawerny dwieście metrów wyżej, a także dostarcza paliwo do kutrów.

   Prawie z całej drogi widać było charakterystyczną ogromną skałę, na której zbudowano Chorę oraz biały klasztor z białą zygzakowatą ścieżką. Wygląda naprawdę imponująco!

   Obejrzałem stare wiatraki, spotkałem urocze kozy, a nawet zajrzałem na kilka podwórek domów zbudowanych na zupełnym pustkowiu. Moją szczególną uwagę przykuło jednak coś innego. Na wielu stromych górskich zboczach znajdowały się kaskadowo wykonane tarasy, na których rosły winogrona i drzewka cytrusowe. To właśnie z Folegandros pochodzi jedno z najlepszych greckich win.

   Aż trudno uwierzyć, że na tak górzystej wyspie znajdują się piękne plaże. A jednak! Są one ukryte w zatoczkach pomiędzy stromymi wzniesieniami. Dojście do plaż nie jest łatwe i wymaga sporo wysiłku, ale po kąpieli w szafirowym morzu natychmiast zapomina się o podrapanych łydkach i przepoconych koszulkach. 
   Najbardziej znaną plażą na wyspie jest Livadaki położona właśnie nad jedną z takich zatok, wrzynających się w głąb wyspy. Nad plażą, na ogromnej skale zbudowano latarnię morską, jednak dojście do niej było ponad moje siły.
Get Adobe Flash player
   Późnym popołudniem wróciłem do Chory na piechotę. Najpierw wspiąłem się do głównej drogi, a potem patrząc na niesamowite klify dotarłem do hotelu. Następnego dnia miałem prom na Milos. Do jego odpłynięcia było sporo czasu, więc postanowiłem zobaczyć jeszcze jedną słynną plażę – Katerga, znajdującą się 3 kilometry od portu. Można się tam dostać albo od strony morza, albo pokonując wąską ścieżkę prowadzącą na łeb na szyję z wysokiego urwiska. Na plażę dotarłem zlany potem z wrażenia. Okazało się, że kolejny raz warto było posłuchać rad właścicielki hotelu i zobaczyć kolejne piękne miejsce.

   Po powrocie do portu odpocząłem w knajpie na plaży pijąc lodowatą frappe. Potem powłóczyłem się jeszcze po okolicy. Pół godziny przed odpłynięciem promu dostarczono mi walizkę z hotelu. I tak skończył się mój 3-dniowy pobyt na Folegandros, wyspie, którą będę długo pamiętał i na którą z przyjemnością chciałbym kiedyś wrócić.

środa, 23 marca 2016

FOLEGANDROS - WYSPA JAK Z BAJKI

   Folegandros jest małą wyspą w archipelagu Cyklad Południowych, leżącą pomiędzy Ios i Milos. Mieszka tu zaledwie 700 osób, głównie w stolicy i jedynym mieście – Chorze. Wyspa ma dogodne połączenia promowe, dość łatwo jest się tu dostać zarówno z Pireusu, jak i z sąsiednich wysp. Promy przybijają do portu Karavostasi, położonego blisko Chory. Bardzo dużo hoteli i pensjonatów w Chorze oferuje swoim gościom bezpłatny transfer z portu. Trzeba skorzystać z takiej okazji, bo można sporo zaoszczędzić. Z portu do Chory kursują lokalne autobusy i taksówki, ale lepiej zdać się na wygodną podróż hotelowym vanem, i to gratis!

   Na mnie w porcie czekał czerwony bus, którym pojechałem do hotelu położonego na skraju Chory. Hotel był znakomity i tani, z okien widać było symbol Folegandros – słynny kościół Moni Panagias zbudowany na szczycie pobliskiej góry. Nie ma w tym nic dziwnego, bo w Grecji większość atrakcyjnych klasztorów i kościołów zbudowano na czubkach gór, ale w tym wypadku to nie sam kościół jest atrakcją "number one", a zygzakowata droga prowadząca do niego. Pokonanie kilkuset metrów stromej ścieżki wymaga sporego wysiłku, ale wejście na górę jest absolutnie obowiązkowe.
Get Adobe Flash player
   Po zakwaterowaniu w hotelu poszedłem zobaczyć Chorę. Widziałem naprawdę wiele greckich miast i miasteczek, na lądzie i na wyspach. Jednak Chora Folegandros powaliła mnie na kolana. Nigdy wcześniej nie widziałem tak przepięknego greckiego miasteczka. Chora jest przede wszystkim w idealnym stanie, wszystkie budynki są kolorowe, świeżo odmalowane, wręcz bajkowe. Wchodząc do Chory czułem się jak Piotruś Pan w swoich podróżach, atmosfera miasteczka po prostu wymiata. Miałem wrażenie podróży w czasie, z minuty na minutę odkrywałem coraz to piękniejsze miejsca. Sceneria Chory jest niesamowita, wszędzie kwitną kwiaty, jest kolorowo i czysto. Miałem wręcz wymarzoną pogodę, było upalnie, na niebie żadnej chmurki, a dodatkowo w mieście w ogóle nie było ludzi. Maj jest po prostu idealny na zwiedzanie greckich wysp!

Get Adobe Flash player
   Chora jest słynna w całej Grecji ze starych piętrowych domów. Obecnie to standard, jednak kiedyś piętrowe zabudowy były szczytem sztuki budowlanej. Na Folegandros świetnie to widać, białe dwupoziomowe domy prezentują się wspaniale zwłaszcza w promieniach zachodzącego słońca.

Get Adobe Flash player
   Restauracje i kawiarnie na Folegandros są jak wyjęte z filmowych kadrów. Zawsze można się schronić w cieniu i zjeść coś dobrego. A jedzenie na wyspie jest fantastyczne. Pyszne, świeże i tanie. Właścicielka hotelu poleciła mi jedną z najlepszych na wyspie tawern, schowaną na uboczu miasteczka. Poszedłem tam i się nie zawiodłem! Restauracja była niesamowita – stoliki rozstawiono w pięknych zacienionych podwórzach i dziedzińcach wśród palm i kolorowych kwiatów. Jedzenie na Folegandros to czysta przyjemność, w Chorze jest kilkanaście doskonałych tawern serwujących lokalne specjały: ryby, owoce morza, baraninę, pyszne souvlaki i przeróżne świeże sałatki. Można też trafić na wspaniałe grilowane mięsa. Wybór jest wprost niesamowity. Jeśli do tego dodać bajkowe scenerie, jedzenie staje się tu niebywałym przeżyciem.

Get Adobe Flash player
   Chora Folegandros ma niezwykłe położenie. Leży wysoko na skraju kilkusetmetrowej pionowej przepaści. Budynki na skraju klifu wyglądają nieziemsko. Najlepiej Chorę widać z drogi prowadzącej do klasztoru Moni Panagias. Byłem tam dwa razy – po raz pierwszy z ciekawości w środku dnia i po raz drugi wieczorem, kiedy słońce fantastycznie zachodziło nad miastem. Widoki z górskiego zbocza na morze, Chorę i wyspę należą do najpiękniejszych w Grecji! Siedziałem na wzgórzu bardzo długo patrząc na nieziemską panoramę wyspy.

Get Adobe Flash player
   Zejście z góry zajęło mi kilkanaście minut, powoli robiło się ciemno. Chora wspaniale pachniała grillowanym mięsem, rybami i przyprawami. Skusiłem się na pyszną zupę rybną, a zaraz potem usnąłem kamiennym snem na hotelowym łóżku.

Ciąg dalszy nastąpi...