sobota, 11 stycznia 2014

AEGIALI Amorgos

   Aegiali jest drugim portowym miasteczkiem na Amorgos. Leży na północy wyspy w przepięknej górskiej kotlinie, której północna i wschodnia część to wysokie góry, a zachodnia i południowa tworzą półkolistą zatokę o tej samej nazwie, co miasto.

   Aegiali i Katapola od zawsze ze sobą rywalizują, co wychodzi na dobre turystom, którzy zastanawiają się, które miejsce wybrać jako bazę wypadową na zwiedzanie wyspy. Wygrywa chyba Katapola ze względu na położenie i siatkę połączeń promowych, choć do Aegiali również przypływa sporo statków. Aegiali jest na pewno bardziej atrakcyjne jako miejsce do wypoczynku – plaże są pod nosem i to całkiem niezłe, jest więcej hoteli i pensjonatów, a życie nocne trwa dłużej i jest bardziej atrakcyjne, czego niestety nie doświadczyłem, bo w Aegiali byłem za dnia. Rywalizacja obydwu miasteczek w sferze jedzeniowej jest bardzo zażarta, co bardzo cieszy zgłodniałych, bo i tu i tu restauracji i tawern jest bez liku, począwszy od bardzo prostych (które najbardziej lubię), a skończywszy na ekskluzywnych knajpach.


   Ja osobiście serdecznie odradzam takie "wystrzałowe" lokale ze skórzanymi kanapami i kelnerami "pod muchą". Przekonałem się wiele razy, że w skromnych, ale bardzo gościnnych knajpach jedzenie jest dużo lepsze niż to podawane na ładniejszych talerzach i z ładniejszym garni. Niech was nie zwiedzie sztuczny wystrój eleganckich na pozór tawern. Najlepsze greckie restauracje podają najlepsze greckie jedzenie prosto i spontanicznie – z grilla koło stolika, z ryb z koszyka stojącego na drewnianym stole, a często dodatkiem do potraw są rosnące w zasięgu wzroku warzywa. Wino do kolacji podaje się z beczki, ale jak ktoś chce, może zamówić w "lepszej" knajpie francuskiego caberneta (tylko po co?). W greckiej kuchni obowiązuje zasada prostoty, jeśli spotkacie jakieś wymyślne danie za furę kasy, to na pewno nie jest to kuchnia grecka, tylko próba naciągnięcia klienta. Tu nie obowiązuje próbowanie wina, ja zawsze mam 100% pewności, że jeśli zamówię lokalne domowe wino, to będzie to bardzo dobre wino.


   W Aegiali jest kilka bardzo dobrych sklepów oferujących lokalne produkty – oliwę, miody różnorakie, przyprawy, oliwki, sery, orzechy, a także mydła z oliwy i inne środki piękności. Mydło z oliwek i miodu działa jak eliksir młodości, po kilku miesiącach podobno nawet znikają blizny.


   Aegiali rozciąga się wzdłuż pięknej, szmaragdowej zatoki. Jak to bywa w takich miejscach w Grecji jest bulwar, łódeczki, masę knajp i sklepików, ale przede wszystkim są naprawdę fajne plaże. Rzadko się zdarza, żeby w portowym miasteczku były tak ładne i tak dobrze utrzymane plaże. Z łatwością można zaparkować samochód i wyskoczyć na godzinne opalanie połączone z kąpielą w przezroczystym morzu, potem przejść na drugą stronę ulicy, siąść przy stoliku i zjeść coś pysznego. Ja niestety nie miałem zbyt wiele czasu na romantyczne wylegiwanie się na piasku, więc powłóczyłem się trochę po pięknych uliczkach Aegiali i pobliskich okolicach. Jak to o tej porze w Grecji było przepysznie sennie i leniwie. Zatrzymywałem się często na krótki odpoczynek, bo słońce paliło, czasem na kieliszek wina albo małą przekąskę. Widoki na morze i góry były nieziemskie. Szkoda, że miałem tak strasznie mało czasu... Obszedłem całą zatokę, zobaczyłem cudne cykladzkie domy i musiałem wracać do samochodu. Czekała mnie następna wycieczka, tym razem do górskich miasteczek niedaleko Aegiali.

   (A na koniec mała galeria zdjęć z mojego pobytu w Aegiali, miejsca naprawdę uroczego, idealnego na urlop, albo po prostu żeby odetchnąć i naładować baterie...)

Get Adobe Flash player
Photo Gallery by QuickGallery.com

piątek, 3 stycznia 2014

DODEKANEZ 2013

   W 2013 roku odwiedziłem Grecję dwa razy, wiosną i jesienią. Tym razem moim celem był Dodekanez. Odkryłem nowy dla mnie sposób podróżowania - "island hopping", czyli zdobywanie wyspy za wyspą. Wymagało to ode mnie długich dni planowania przed wyjazdem, ale wszystko się udało w stu procentach. Zobaczyłem 10 wyjątkowych wysp na wschodniej granicy Europy. Niektóre z nich są popularne wśród turystów, a na niektóre zagląda jedynie ich garstka. Pomimo wielu podobieństw, każda z nich ma swój niepowtarzalny charakter. Te dwie podróże pozostaną mi w pamięci na zawsze. Zobaczyłem miejsca niezwykłe i piękne, poznałem niesamowicie przyjaznych ludzi. Oczywiście każdą z odwiedzonych przeze mnie wysp opiszę na tych stronach. Podsumowując mój podróżniczy rok 2013 chcę je teraz bardzo skrótowo przedstawić i zachęcić wszystkich do wyjazdu na drugą stronę lustra. 

 1. RODOS 
...jest największą i najważniejszą wyspą Dodekanezu. Królują tu średniowieczne zamki i warownie. Pomimo najazdu turystów z całego świata można uciec przed komercją i znaleźć wiele ustronnych, magicznych miejsc.

LINDOS

2. SYMI 
...to wyspa o rzut kamieniem od Rodos. Znana w całej Grecji z dorodnych krewetek, naturalnych gąbek, klasztoru i malowniczych domów.

 
PORT SYMI

3. KARPATHOS 
...jest wyspą skandalicznie piękną. Położone wysoko w górach miasteczko Olymbos powala na kolana, a takich plaż jak na Karpathos ja w Grecji nie widziałem.

OLYMBOS

4. LEROS 
...to wyspa o złej sławie z powodu istniejących tu za rządów junty szpitali psychiatrycznych i więzień. Granatowe morze, wiatraki na wzgórzach, kościółki, kapliczki i doskonała kuchnia to absolutne hity na wyspie.

AGIOS ISYDOROS

5. PATMOS 
...święta wyspa dla wyznawców prawosławia (i nie tylko). To tu św. Jan doznał objawień i spisał Apokalipsę. Pobyt w grocie, w której rozmawiał z Bogiem, paraliżuje największego niedowiarka. Plaże na Patmos należą do najlepszych w Europie.

KLASZTOR ŚWIĘTEGO JANA

6. LIPSI 
...maleńka wysepka, którą można zwiedzić tylko pieszo. To właśnie tutaj widziałem najbardziej magiczne miejsce w Grecji – plażę Monodendri, której zdjęcie widzicie w nagłówku mojego bloga. Miód i sery z Lipsi są uważane za rarytasy.

ZATOKA I KAPLICZKA NA PÓŁNOCY LIPSI

7. KALYMNOS 
...wyspa gąbek, kilkudziesięciu tras wspinaczkowych i imponujących widoków. Stolicą jest port Pothia, jedno z najpiękniejszych miast Dodekanezu.

W DRODZE DO EMPORIOS

8. TELENDOS 
...kiedyś była częścią Kalymnos, ale wieki temu po ogromnym trzęsieniu ziemi oderwała się od niej. Wygląda jak gigantyczna skała wyrastająca z morza, ma zaledwie kilkunastu mieszkańców, którzy świetnie gotują.

WIDOK NA TELENDOS Z MASOURI (KALYMNOS)

9. NISSYROS
...mała, okrągła wyspa z czynnym wulkanem pośrodku. W kraterze bulgocze błoto i syczy siarkowodór. Wzburzone, czarne morze i białe domy wyglądają jak z bajki.

MANDRAKI- STOLICA WYSPY

10. KOS 
...zielona wyspa Hipokratesa ze stolicą o tej samej nazwie, gdzie wyglądając przez okno widzi się starożytne ruiny na podwórku. Ciągnące się kilometrami piękne plaże przyciągają tłumy z całego świata. Jedna z niewielu wysp Dodekanezu z pięknymi lasami.

PLAŻE TEOLOGOS O ZACHODZIE SŁOŃCA

BON VOYAGE!

środa, 1 stycznia 2014

Jedzenie na Amorgos

   Podczas pobytu na Amorgos mieszkałem w hotelu pensjonacie, w którym robiłem sobie sam śniadania. Nie było to specjalnie trudne, bo pokój miał maleńką kuchenkę, czajnik i ekspres do kawy oraz wszystkie niezbędne naczynia. W produkty jedzeniowe zaopatrywałem się w pobliskim sklepie. Na kilku metrach kwadratowych jest dosłownie wszystko, co jest potrzebne i to wcale w niemałym wyborze. Tak zwany "self catering" to świetne rozwiązanie, bardzo popularne w całej Grecji. Hotele oferują naprawdę doskonałe wyposażenie, a pobliskie sklepy świetny wybór pyszności. Pozostaje tylko pokroić chleb. Jak ktoś chce, może sobie w taki sam sposób przygotować kolacje, ale po dniu pełnym wrażeń lepszym rozwiązaniem jest odwiedzenie jakiejś fajnej tawerny i spróbowanie lokalnych przysmaków. W czasie dnia również warto wpaść do przydrożnej knajpy, przegryźć co nieco i napić się doskonałego chłodnego wina lub piwa. 


   Zapewniam wszystkich, że zamawiając nawet przystawkę, zawsze odchodzi się od stołu z pełnym brzuchem, serwowane porcje są ogromne i czasem wręcz nie do przejedzenia nawet przez najbardziej wygłodniałego. 
  
   Pobyt w greckiej tawernie to istna celebracja jedzenia. Nie ma szans, żeby zjeść szybko. Jak komuś się spieszy niech lepiej w ogóle nie wchodzi do greckiej knajpy tylko wybierze jakiś samoobsługowy bar albo budkę z jedzeniem na wynos. W lokalnych restauracjach niepisana zasada jest taka, że jedzeniem trzeba się delektować. Wielokrotnie widziałem grecke rodziny w greckich tawernach, które godzinami świętowały i cieszyły się wspólnym biesiadowaniem. 
   Kuchnia na Amorgos jest niezwykle prosta, a zarazem bardzo smaczna. Nie ma tu wyszukanych potraw, nie podaje się kawioru ani koniaków, choć można zamówić homara. Każde danie jest przygotowywane z lokalnych składników i nigdy nie jest oszukane. Właściciele restauracji wykorzystują warzywa i owoce rosnące w ogródkach na tyłach lokali i w górach, korzystają też z usług lokalnych dostawców ryb, owoców morza, hodowców kóz, kurczaków i owiec. Najlepsze sery pochodzą z miejscowych wytwórni, podobnie jak miód, doskonałe wina i mocniejsze trunki. Z przyprawami nie ma żadnego problemu – wszędzie suszą się zioła, rośnie gigantyczny czosnek i drzewa laurowe, a oregano ma kilka odmian. Chyba tylko pieprz jest z importu.


   Grecka kuchnia to prawdziwy raj dla wegetarian, wybór dań z warzyw jest olbrzymi. Zawsze myślałem, że nie ma prawdziwego obiadu bez mięsa i dopiero w Grecji przekonałem się, że to nieprawda. 
   Każdą potrawę można zobaczyć zanim się złoży zamówienie. Można wejść do kuchni, spróbować wszystkiego i wybrać sobie, co się chce. W wielu tawernach wystawiane są duże lady chłodnicze z rybami i owocami morza, pokazuje się palcem rybkę, na którą ma się ochotę i zaraz kucharz bierze się za jaj przyrządzanie. Ceny też nikogo nie zaskoczą – zanim się usiądzie przy stoliku, można dokładnie przestudiować menu.


   Specialite de la Amorgos to patatato, czyli kozie mięso z ziemniakami w sosie pomidorowym. Jest bardzo smaczne, aczkolwiek trzeba mieć żelazną wątrobę, żeby je zjeść. Poza tym królują ryby pod każdą postacią: grillowane, smażone, duszone, zawsze ze świeżego połowu. Ja się zajadałem tonami "baby fish", czyli malutkimi rybkami smażonymi we fryturze, naprawdę pychota! Każdemu polecam wszelkiego rodzaju zapiekanki, Grecy są mistrzami w ich przyrządzaniu. Pomidory, papryka, pachnąca cebula, czosnek... uchmmmm... do tego ser feta, oliwki i doskonałe danie gotowe. Osobnym tematem są wyśmienite kalmary. Nadziewane ryżem, papryką, pomidorami lub szpinakiem nie mają sobie równych! Okazuje się, że ryż rośnie też w Grecji, o czym mało kto wie. Nie wspomnę o gyrosach z baraniny lub kurczaka, przeróżnych sałatkach, placuszkach z cukinii, faszerowanych liściach winogron, wspaniałych ośmiornicach, kulkach z mielonego mięsa... Można tak wymieniać bez końca. W niektórych restauracjach można zamówić "greek plate", czyli olbrzymi talerz z wieloma greckimi specjałami. Na koniec kolacji zawsze podawany jest gratisowy deser – czasem owoce, czasem lody, sorbet lub kawałeczek słodkiej baklawy. Wszystkich tych wyżej opisanych dań i dziesiątków innych można spróbować na Amorgos w wielu restauracjach, w dzień i w nocy, w górach i nad morzem.


   Kuchnia grecka to temat rzeka, można o niej pisać i opowiadać godzinami. Ja zawsze staram się próbować potraw, których dotąd nie jadłem. Często też wracam do moich ulubionych, które za każdym razem smakują inaczej.
    Ilość knajp przyprawia o ból głowy, są dosłownie wszędzie: na ulicach, placykach, na plażach. Niektóre zachęcają tarasami i ogrodami na dachu, inne kuszą widokiem na morze i kolorowymi światłami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Smacznego!