środa, 5 marca 2014

RODOS - w drodze na południe wyspy

   Zapowiadał się piękny majowy dzień. Po śniadaniu pod hotel podjechał samochód dla mnie, którym w ciągu 3 następnych dni zamierzałem objechać wyspę. Na Rodos można bez problemu przemieszczać się autobusami, ale jest się uzależnionym od rozkładu jazdy. Wypożyczalni samochodów wszędzie jest bardzo wiele, jest ostra konkurencja, więc można upolować niezłe oferty. Wyjechałem z miasta dwupasmówką na południe i odbiłem w stronę morza.
Get Adobe Flash player
   Kilka kilometrów od stolicy wyspy leży niezbyt ciekawe miasteczko Kalithea, ale znajdujące się zaraz obok nad morzem zabytkowe Łaźnie (po włosku Terme Calitea) trzeba zobaczyć koniecznie. W tym miejscu prawie sto lat temu panujący wówczas na Rodos Włosi odkryli lecznicze źródła i zbudowali bardzo znany kurort. W latach międzywojennych zjeżdżała tu na wypoczynek śmietanka towarzyska z pobliskiego Rodos, a także bogaci artretycy z Europy. Kompleks leży tuż przy niewielkiej, urokliwej zatoczce i świetnie się zachował do dziś, choć typowym uzdrowiskiem już nie jest. Co prawda w dalszym ciągu biją tu termalne źródła, ale nie na taką skalę jak kiedyś.
Get Adobe Flash player
   Nie zmieniło się jedno – w dalszym ciągu jest to eleganckie i trochę snobistyczne miejsce dla nadzianych turystów. Starsze panie i panowie siedzą w wiklinowych fotelach na mini plaży lub popijają drinki w kawiarni w cieniu parasoli i stuletnich palm. Otoczenie jest bardzo zadbane – rośliny są wypielęgnowane, alejki i ścieżki wypucowane, a budynki term odnowione. Do małej przystani przybijają łódki i prywatne jachty. Oczywiście może tu przyjść każdy, rozłożyć gdzieś swój ręcznik i wskoczyć do przyjemnego morza, choć samo wejście do term jest symbolicznie płatne. Naprawdę warto trochę zboczyć z głównej drogi i odpocząć godzinkę w sielankowej scenerii po męczącym pobycie w mieście Rodos.
   Jadąc dalej na południe mija się chyba najbardziej komercyjne na wyspie Faliraki. To właśnie tu ląduje się najczęściej korzystając z usług biur podróży. Na odcinku kilkunastu kilometrów wybrzeża leżą jeden obok drugiego ogromne kombinaty hotelowe, nie mające nic wspólnego z greckimi klimatami.

   Wybrzeże jest osłonięte od wiatru, morze jest cieplejsze niż w innych rejonach wyspy, piasek na plażach jest regularnie przesiewany i rozgarniany, jednym słowem to prawdziwy raj dla amatorów wczasów "all inclusive". Ja przystanąłem tylko na chwilę zrobić kilka zdjęć. Zaledwie kilka kilometrów dalej jest już zupełnie inaczej, małe restauracje i hotele są zgrupowane głównie w nadmorskich wioskach, a ciągnące się kilometrami plaże są coraz bardziej dzikie i puste.

   Za Faliraki wąska droga prowadzi do jednej z najpiękniejszych zatok na wyspie – Ladiko Bay, która nazywana jest częściej Zatoką Anthony Quinna. Aktor był rozkochany w Grecji i podczas kręcenia na Rodos filmu "Działa Nawarony" w roku 1960 kupił ziemię wokół właśnie tej zatoki, która wówczas była dziewiczą częścią wyspy. Chciał, żeby powstało tu centrum artystów i filmowców z całego świata. Niestety kupno zatoki zostało anulowane przez rząd grecki, podobno właściciel działki przy morzu nie miał prawa jej sprzedać. Przepychanki w tej sprawie pomiędzy spadkobiercami aktora a władzami trwają do dziś. Jedno jest pewne – Quinn rozsławił Rodos na całym świecie, a dziś zatoka pomimo jej oficjalnej nazwy "Ladiko" jest powszechnie nazywana Zatoką Anthony Quinna.

   Zatoka jest przepiękna, leży zupełnie na uboczu, jest otoczona zielonymi pagórkami osłaniającymi ją od wiatru. Plaża jest wyśmienita do opalania, a niesamowicie przezroczyste, turkusowe morze zachęca do kąpieli. Ja na opalanie nie miałem czasu, ale do wody po prostu musiałem wskoczyć.
Get Adobe Flash player
   Jechałem dalej na południe. We wsi Kolympia skręciłem, tym razem w głąb wyspy, żeby zobaczyć wyjątkowy górski wąwóz nazywany "Seven springs", czyli "Siedem źródeł". Całkiem wysoko w górach, choć niedaleko od morza, bardzo blisko siebie jest faktycznie siedem małych źródeł, które dają początek małemu górskiemu potokowi.

   Wąwóz jest bardzo malowniczy, porastają go bujne zielone drzewa i całe mnóstwo innych roślin. Turyści mają do dyspozycji kładki i małe mosty, z których ogląda się źródła i mini kaskady. Korony drzew tworzą tu jakby sufit, jest lekki półmrok i panuje błogi chłód, nawet podczas upalnych dni. Każde źródełko jest oznaczone tabliczką ze swoim numerem, w zależności od pory roku z niektórych z nich woda ledwo co się sączy, a z innych wypływa szerokim strumieniem. W centralnej części doliny jest restauracja, świetnie wkomponowana w otoczenie. Podobno latem bardzo tu trudno o wolne miejsce, bo stoliki są często rezerwowane na wspólne biesiadowanie.

   Dowiedziałem się, że po drodze będę mijał mały klasztor, a przed nim jedno z najstarszych drzew na Rodos. Jechałem wolno, żeby nie przegapić alei wysadzanej eukaliptusami, prowadzącej do klasztoru. Miałem dość dokładne wskazówki jak dojechać, więc już po kilkunastu minutach byłem przed niesamowitym drzewem. Na samym dole, przy ziemi uformowała się gigantyczna "dziupla", do której może wejść dorosły człowiek. Obwód pnia tego gigantycznego drzewa grubo przekracza 7 metrów.

   Po drugiej stronie drogi odwiedziłem mały, ale piękny klasztor ze strzelistą dzwonnicą. Na parkingu i na dziedzińcu spotkałem kilka dumnie chodzących pawi, które w ogóle nie bały się ludzi i ładnie pozowały do zdjęć.

   Droga biegła raz nad morzem, raz trochę odbijała w góry i pojawiły się zakrętasy. Mijałem piękne zatoki, kościoły, kapliczki i wsie. Dookoła wszystko kwitło i niesamowicie pachniało. Uświadomiłem sobie, że południe już dawno minęło i umieram z głodu.

   Zjechałem do małej nadmorskiej wioski, już z daleka widziałem knajpy tuż przy morzu. W jednej z nich zjadłem zawsze doskonałą choriatiki, czyli sałatkę grecką i za namową kelnera pyszne, świeżo złowione krewetki. Miejsce było cudne, nie było zbyt wielu gości, świeciło słońce i wiała leciutka morska bryza. Mogłem tak siedzieć i gapić się w morze godzinami...

   Następne dwie noce miałem spędzić w Gennadi, 60 kilometrów na południe od miasta Rodos. Do hotelu nie było już daleko. Droga biegła już tylko nad morzem. Zatrzymywałem się co chwilę, bo widoki były wspaniałe. Jedna po drugiej pojawiały się cudne plaże, grzechem byłoby nie przejść się po piasku, trochę poleżeć w popołudniowym słońcu i popływać. Nawet się nie przebierałem, czekałem tylko, aż mi wyschną kąpielówki i jechałem na następną plażę.

   Późnym wieczorem dojechałem do hotelu Ampelia. Dostałem świetny pokój z widokiem na morze, do którego było nie więcej niż 50 metrów. Przywitał mnie przesympatyczny właściciel – Węgier, z którym przegadałem przy greckim Mythosie resztę wieczoru.
Get Adobe Flash player

niedziela, 2 marca 2014

Miasto RODOS

   Miasto Rodos jest stolicą wyspy i głównym ośrodkiem całego Dodekanezu. Mieszka tu ponad 50 tysięcy ludzi, z czego ogromna większość pracuje przy obsłudze ruchu turystycznego, w hotelach, restauracjach, biurach i agencjach. Liczba przyjeżdżających na wyspę przez cały rok turystów jest olbrzymia. Przede wszystkim goście przylatują na wyspę licznymi samolotami. W sezonie letnim położone kilkanaście kilometrów od miasta lotnisko dosłownie pęka w szwach. Słyszałem o planach zbudowania drugiego portu lotniczego na południu wyspy, ale w związku z kłopotami gospodarczymi na razie zaniechano tego pomysłu. Na Rodos kursują również promy z Pireusu, ale rejs trwa ponad 12 godzin, co niektórych skutecznie odstrasza. Łatwiej przeprawić się z oddalonej zaledwie o kilkadziesiąt mil morskich Turcji.
   Miasto jest podzielone na 3 główne części. Pierwsza z nich to starówka, którą otaczają ze wszystkich stron 4 kilometry potężnych średniowiecznych murów obronnych i fos. Do środka można wejść tylko przez 11 bram. Zaraz obok, przy morzu połozone jest Nowe Miasto, obejmujące porty, fortecę i tereny nabrzeża. Trzecia część miasta to współczesne Rodos, rozciągające się na pozostałych terenach.

   Jak na wszystkich wyspach Dodekanezu, tak i tutaj widać ogromne wpływy weneckie, tureckie i osmańskie. Na Starym Mieście do dziś funkcjonuje kilka meczetów, a zabudowa jest typowa dla Orientu.

   Starówka jest wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO jako jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast na świecie. Pewnie dlatego nie oszczędza się na renowacji murów i okazałych budowli. Podczas mojego pobytu w wielu miejscach stały rusztowania i przeprowadzano prace konserwatorskie. Niestety do kilku ważnych obiektów w ogóle nie można było wejść, nawet wnętrza najsłynniejszego Wielkiego Pałacu Mistrzów były zamknięte dla turystów. Na szczęście inne ciekawe miejsca można było zobaczyć bez problemu.
Get Adobe Flash player
Get Adobe Flash player
   Główne uliczki i place Starego Miasta to jeden wielki bazar. Stragany i knajpy opanowały wszystkie możliwe miejsca, nawet dachy budynków przerobiono na restauracje. Sklepy oferują niezliczoną ilość przeróżnych pamiątek, z czego przytłaczająca większość jest niestety wielką tandetą. Można tu kupić wszystko – od złotych wyrobów jubilerskich, dywanów, skórzanych toreb po figurki greckich bogów, rycerskich zbroi, wisiorków z muszelek, t-shirtów, parasoli i plażowych dmuchanych materacy.

Get Adobe Flash player
   Wszędzie w zasięgu ręki jest tani alkohol wszelakiej maści, a także różne produkty spożywcze. Niestety jakość większości towarów bardzo wątpliwa i kupowanie czegokolwiek oprócz magnesów na lodówkę to spore ryzyko. Trzeba bardzo uważać, żeby nie wrócić do domu z grecką amforą "made in China" i zupełnie ignorować nachalność sprzedawców i kelnerów, wśród których jest wielu obcokrajowców szukających pracy. Spacer po handlowo – knajpianych uliczkach jest bardzo męczący, już po kilkunastu minutach miałem dość tłumu i gwaru. Nawet zrobienie zdjęcia nie jest proste, bo w zasadzie zawsze ktoś wchodzi przed obiektyw. Zupełnie sobie nie wyobrażam, jak można się tu poruszać w szczycie sezonu turystycznego.

   Trochę dalej centrum nie ma już tłoku, można znaleźć naprawdę piękne zaułki i odpocząć od komercji i tandety. Co dziwne, w miejscach naprawdę wartych zwiedzenia, które są położone na uboczu, prawie nie ma ludzi. Prawie sam oglądałem zabytkowe fosy, nawet słynna Ulica Rycerska była pusta.


   Nowe Miasto również tętni życiem, na nabrzeżu cumują dziesiątki wycieczkowych łódek i jachtów, a szeroką ulicą płynie potok samochodów. Stare i Nowe Miasto Rodos trzeba obowiązkowo zobaczyć. Jeśli jednak ktoś ma alergię na głośne tłumy turystów i niezbyt lubi wszechobecną komercję, nie powinien tu zabawić zbyt długo. Alternatywą jest wczesna pobudka i spacer po uliczkach, kiedy już wszystko jest otwarte, a jeszcze nie nie jest tłoczno. Amatorzy bujnego życia nocnego znajdą w mieście prawdziwy raj, jest tu nawet legalnie działające kasyno. Tyle tylko, że te wszystkie "atrakcje" z klimatem greckich wysp wiele wspólnego nie mają...

   Po dość męczącym zwiedzaniu zdecydowałem przejść się na wzgórze Monte Smith, kilka kilometrów od centrum miasta. Najpierw szedłem pod górę ulicami współczesnego Rodos i oglądałem jego niską zabudowę. Potem dotarłem do drogi, za którą leży starożytny Akropol i stadion.
Get Adobe Flash player
   Trochę wyżej znowu była droga biegnąca tuż przy szczycie. Z góry roztaczał się piekny widok na morze. Właśnie zachodziło słońce. Było cicho, spokojnie i pięknie. Nie miałem już siły iść dalej, bateria w aparacie padła, więc po krótkim odpoczynku, kiedy już było ciemno, zszedłem ze wzgórza i po godzinie leżałem już w hotelowym łóżku.