środa, 3 lutego 2016

KOS - WYSPA HIPOKRATESA

TROCHĘ HISTORII 
   Kos jest średniej wielkości wyspą położoną w południowej części archipelagu Dodekanez, bardzo blisko zachodniego wybrzeża Turcji. Historia wyspy jest wręcz imponująca i warto się z nią zapoznać, choćby w wielkim skrócie. Kos skolonizowali Achajowie i Dorowie ponad 3 tysiące lat temu! W czasach starożytnej Grecji wyspa przeżywała swój niebywały rozkwit, było to ważne centrum kulturalne, naukowe i handlowe. 
  To właśnie tu urodził się, mieszkał i nauczał Hipokrates, który jest nazywany ojcem współczesnej medycyny. Na Kos powstał pierwszy w dziejach szpital. Do dziś można oglądać świetnie zachowane ruiny świątyń, teatru i zwykłych domostw. Późniejsza historia wyspy była bardzo intensywna i burzliwa. Wyspa znajdowała się pod panowaniem Imperium Rzymskiego, Bizancjum, Wenecjan i Joannitów. Kilkaset lat na Kos rządzili Turcy. Wcale nie tak dawno, bo w pierwszej połowie XX wieku wyspa aż czterokrotnie zmieniała swoją polityczną przynależność: najpierw była w posiadaniu Włochów, potem Niemców, zaraz po II Wojnie Światowej była protektoratem Wielkiej Brytanii. Do Grecji powróciła razem z innymi wyspami Dodekanezu w 1947 roku.

   Historia Kos pozwala zrozumieć zwykłemu podróżnikowi, jak było możliwe powstanie tak różnorodnej mieszanki kulturowej, świetnie widocznej do czasów współczesnych. Zwiedzając wyspę nie sposób nie zauważyć tej różnorodności. Obok prawosławnych świątyń stoją meczety, synagogi, a nawet kościoły katolickie. Typowe dla Dodekanezu domy sąsiadują z budowlami włoskimi i twierdzami Joannitów. Co ważne, wszyscy są tu traktowani tak samo, niezależnie od pochodzenia i wyznawanej religii. Równie starannie odnawia się antyczne ruiny, weneckie warownie czy tureckie łaźnie. Ten ludzki i kulturowy tygiel jest widoczny na każdym kroku.

UCHODŹCY
   Kos leży zaledwie kilka kilometrów od wybrzeży Turcji, które widać gołym okiem na horyzoncie. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o problemie uchodźców, którzy przypływają na wyspę. Relacje w mediach na ten temat są często przekłamane i nieprawdziwe. Kto nigdy nie był na greckich wyspach, w szczególności na Dodekanezie, w ogóle nie powinien się wypowiadać w tej kwestii. 
   Po pierwsze, przedostanie się łódką lub statkiem przez morze wcale nie jest trudne. Pełna kontrola wybrzeża przez straż przybrzeżną, policję i wojsko wymagałaby zatrudnienia tysięcy ludzi i odpowiedniego sprzętu. Stała obserwacja setek zatoczek, dziesiątków portów i przystani, z których odpływają łodzie z uchodźcami praktycznie nie jest możliwa. Nikomu jeszcze nie udało się w 100% uszczelnić swojej morskiej granicy, nawet amerykańskiej straży przybrzeżnej na Florydzie. 
   Ludzie chwytają się wszelkich sposobów, żeby przedostać się na greckie wyspy, są zdesperowani i przy tym kompletnie nieodpowiedzialni. Płyną na przepełnionych, zniszczonych łodziach i starych pontonach, które nie dają rady falom i sztormom. Uchodźcy przybywają do portów również legalnymi i oficjalnie kursującymi promami. Z tego co widziałem na własne oczy w portach na wyspach Chios i Samos, wszędzie jest porządek, ludzie są traktowani dobrze, a co najważniejsze nikomu nie robią żadnej krzywdy. Wielokrotnie rozmawiałem z Grekami na temat uchodźców. Wszyscy zgodnie mówią, że tym ludziom trzeba pomóc. Tak też się dzieje. Wyspiarze sami z siebie, zupełnie spontanicznie pomagają jak mogą i jak potrafią. Starają się, żeby nikt nie był głodny i żeby każdy miał dach nad głową. Oczywiście ta pomoc przerasta ich możliwości, bo liczba uchodźców czasem kilkakrotnie przekracza liczbę mieszkańców wyspy. Zagraniczne wsparcie również nie rozwiązuje problemu, bo jest po prostu zbyt małe.

    Wszyscy Grecy, a szczególnie mieszkańcy wysp mają wolność w swoich genach, wiedzą doskonale co znaczy życie na uchodźstwie. Historia i setki lat życia pod panowaniem obcych nauczyło ich, żeby wszyscy byli traktowani tak samo i każdy zasługuje na pomoc. To widać na każdym kroku. Wszyscy przyjezdni mogą liczyć na szacunek, gościnność i bezinteresowną pomoc. 
   Moim zdaniem nie ma powodu, żeby odwoływać swój wyjazd lub w ogóle nie odwiedzać tych rejonów Grecji, w których przebywają uchodźcy. Im zależy wyłącznie na przedostaniu się na kontynent i dalej do Europy Zachodniej. Póki co greckie władze kontrolują ten wielki "przepływ ludzi" i nie ma się czego obawiać. Oczywiście mogą się pojawić pewne niedogodności dla turystów, ale nie zdarzają się one często i nie są uciążliwe. Zostaje co prawda pewien psychiczny dyskomfort spowodowany problemem napływu imigrantów, ale na to rady nie ma.

KIEDY I JAK DOSTAĆ SIĘ NA KOS 
   Sezon turystyczny na wyspach Dodekanezu jest nieco dłuższy niż w pozostałych rejonach Grecji i trwa od końca kwietnia do końca października. Na początku i końcu tego okresu pogoda może nam spłatać figla w postaci krótkiego deszczu lub zachmurzonego nieba, ale jest już ciepło i można się kąpać w morzu. Przede wszystkim jednak nie ma tłumów. 
   Prawdziwy najazd na Kos zaczyna się pod koniec czerwca i trwa nieprzerwanie do końca wakacji. Wyspa z roku na rok staje się coraz bardziej popularna, co przekłada się na ilość odwiedzających. Nie są to takie rzesze ludzi jak na Rodos czy Santorini, spodziewam się jednak, że już za kilka lat pobyt w szczycie sezonu będzie tu nie do zniesienia. Moim zdaniem najlepszą porą na odwiedziny Kos jest wiosna (maj-czerwiec) lub jesień (wrzesień-październik).
   Na wyspę można się dość łatwo dostać. Jest tu międzynarodowe lotnisko, które obsługuje całkiem sporo lotów z całej Europy. Najszybciej i najłatwiej polecieć na Kos tanimi liniami (z Polski bezpośredni przelot z Krakowa oferuje Ryanair, ale tylko w sezonie). Są też inne opcje podróży samolotem:
  • Lecimy do Aten, skąd można polecieć samolotem lub popłynąć promem. Nie polecam podróży promem, bo jest strasznie długa i męcząca. 
  • Lecimy do Aten, potem na Rodos (albo bezpośrednio z Polski na Rodos), skąd łatwo i stosunkowo szybko można złapać połączenie promowe na Kos. 
  • Korzystamy z bezpośrednich lotów czarterowych biur podróży.

   Ja byłem na Kos w trakcie 3-tygodniowej wycieczki po wyspach Dodekanezu. Przypłynąłem tam z Kalymnos, a wróciłem do Aten samolotem. Lotnisko na Kos jest oddalone od stolicy (25 km jazdy w górach), warto więc z wyprzedzeniem rozejrzeć się za transferem do albo z hotelu. Niektóre z nich oferują bezpłatny lub niedrogi transport. Na lotnisko można dojechać autobusem. Można też skorzystać z bardzo dobrego i taniego transferu dokonując rezerwacji na stronie internetowej www.hoppa.com , gdzie bardzo często są świetne promocje. Mnie się udało kupić bilet na przejazd mikrobusem za jedyne 4 euro, samochód czekał na mnie o umówionej godzinie tuż przy hotelu, podróż była bardzo wygodna i szybka. 

GDZIE SZUKAĆ NOCLEGÓW
   Na Kos jest wyjątkowo duży wybór miejsc noclegowych w hotelach i pensjonatach. Można wynająć apartament lub pokój gościnny. Wybór miejsca pobytu zależy oczywiście od tego, co zamierzamy robić na wyspie i jak długo zamierzamy na niej pozostać. 

   Moim zdaniem optymalny czas pobytu, podczas którego można dość dokładnie zwiedzić wyspę i oraz odpocząć to 5 do 8 dni. Krótszy pobyt będzie wymagał bardzo intensywnego zwiedzania, a o dłuższym odpoczynku na plaży trzeba zapomnieć. Bardzo zachęcam wszystkich, którzy planują swój urlop na Kos, do poświecenia jednego całego dnia (a lepiej dwóch) na wypad promem na pobliską bajecznie piękną wyspę Nissyros (pisałem o niej na blogu TU).



   Większość niedrogich ofert biur podróży dotyczy zakwaterowania w jednym z hoteli w miejscowości Kardamena na południowym wybrzeżu. Osobiście odradzam wybór hotelu w tym miejscu. Kardamena jest typowym turystycznym miasteczkiem z mnóstwem nieciekawych hoteli, niespecjalnych knajp i niezbyt ładną plażą położoną tuż przy głównej ulicy. Latem jest tu straszny tłok, a poza sezonem miasteczko świeci pustkami. 
   Na Kos nie ma jeszcze na szczęście ogromnych kompleksów hotelowych z basenami, zjeżdżalniami, polami golfowymi i wielkimi stołówkami. Zdecydowana większość hoteli to niewielkie, niskie budynki, z mnóstwem kwiatów i zieleni. Nawet jeśli przy plaży są tylko hotele i pensjonaty, to ich architektura nie razi w oczy. Oczywiście zdarzają się również "potworki" i dlatego warto z wyprzedzeniem wiedzieć, gdzie będzie nasze lokum.

   Polecam wszystkim, żeby zarezerwowali co najmniej 1 nocleg w stolicy wyspy, Kos Town. Miasto jest prześliczne, ma do zaoferowania mnóstwo atrakcji i żeby je wszystkie zobaczyć, potrzeba co najmniej jednego pełnego dnia, a najlepiej dwóch. Co prawda na wyspie do późnych godzin wieczornych kursują autobusy, ale lepiej jest wynająć pokój w hotelu blisko centrum. Jeżeli mamy zamiar kilka dni poświęcić na opalanie i pływanie, warto się zastanowić nad rezerwacją hotelu nad morzem, żeby łatwo i szybko dostać się na plażę. 
   Dobrym pomysłem jest wynajęcie samochodu. W ciągu 2 dni można zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca warte zwiedzenia. Można też skorzystać z publicznych autobusów, które jeżdżą dość często do wszystkich popularnych miejscowości i plaż na wyspie.


   Początkowo zamierzałem spędzić na Kos pięć dni, żeby się nigdzie nie spieszyć. Później jednak postanowiłem skrócić mój pobyt i wyskoczyć na półtora dnia na Nissyros, żeby zobaczyć wulkan ( zobacz post o Nissyros). Na Kos zostało mi zatem trzy i pół dnia. Musiałem się nieźle nagłowić jak zaplanować mój czas, żeby zwiedzić maksymalnie dużo. 
   Dotarłem na Kos promem z Nissyros do Kardameny. W porcie czekał już na mnie samochód. Było późne popołudnie, więc pojechałem czym prędzej na zachodni brzeg wyspy. Słyszałem, że na dzikiej plaży Agios Theologos można obejrzeć najpiękniejszy na Kos zachód słońca. Zdążyłem w ostatniej chwili i nie zawiodłem się. Rzeczywiście widoki na morze i przepiękne puste plaże okazały się niezapomniane. Już po ciemku dotarłem do hotelu, który znajduje się przy olbrzymiej zatoce Kefalos.

Get Adobe Flash player
   Rano okazało się, że mój wybór był strzałem w dziesiątkę. Z hotelu wychodzi się prosto na cudną, szeroką i bardzo długą piaszczystą plażę. W zatoce leży mała wysepka Agios Nikolaos z małym białym kościółkiem i ruinami dawnej twierdzy. 
   Kilkaset metrów od hotelu, na małym cyplu oddzielającym dwie olbrzymie plaże, znalazłem bez trudu antyczne pozostałości po greckiej świątyni. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na wyspie. Zdjęcia ruin na tle kościółka na wysepce można zobaczyć na okładkach przewodników i na pocztówkach. Pamiętam doskonale ten ranek, słońce zaczynało prażyć (a była już przecież połowa października), ze względu na wczesną porę w okolicy nie było żywego ducha, morze spokojnie falowało. Raj na Ziemi.

Get Adobe Flash player
   Pojechałem drogą wzdłuż malowniczej Zatoki Kefalos obejrzeć piękne plaże. Pomimo strasznie napiętego programu dnia poświęciłem pół godziny na opalanie i kąpiel w tak ciepłym morzu, że żal było wychodzić z wody. Potem odbiłem w głąb wyspy, ale o tym opowiem Wam w następnym poście.

Ciąg dalszy nastąpi...

czwartek, 28 stycznia 2016

GRECJA OD KUCHNI

   Na temat greckiej kuchni powstało tysiące książek, a wiele greckich potraw weszło do kanonu europejskiej i światowej kuchni. Wszyscy zgodnie przyznają, że są one proste, zdrowe i smaczne. Zgadzam się z tym całkowicie. Bardzo lubię jeść i bardzo chętnie próbuję nowych smaków. Często pytam kelnerów i właścicieli knajpek o składniki i przepisy, żeby je później wykorzystać w mojej kuchni. Przeważnie mi się udaje ugotować dobry grecki obiad lub kolację, ale niestety są to jedynie namiastki tego, co jadłem.

Restauracja na plaży, wyspa KALYMNOS, Dodekanez
   Prawdziwe greckie danie smakuje najlepiej tylko w Grecji. Co prawda wszędzie na świecie można kupić potrzebne składniki na daną potrawę, ale te greckie są jednak trochę inne. Weźmy na przykład warzywa. Pomidory, papryki, bakłażany, cebule są hodowane w Grecji w każdym przydomowym ogródku. Każdy mieszkaniec wsi, miasteczka a nawet większego miasta ma swój kawałek ziemi, na którym rosną w słońcu warzywa i owoce. Wielu Greków ma swoje działki poza domem, na których uprawiają ziemię. Nawet w dużych miastach można zobaczyć malutkie poletka z dojrzewającymi pomidorami. Do sklepów trafiają przede wszystkim produkty od indywidualnych rolników. Oczywiście w supermarketach Aten czy Salonik są artykuły z dużych plantacji, ale zdecydowana większość sklepów oferuje plony z małych gospodarstw, wolne od chemii i ulepszaczy.

Cieniste tawerny na wyspie TELENDOS, Dodekanez.
   Najlepszą żywność kupimy w małych sklepikach, na targach lub bezpośrednio od hodowców. Tak też robią właściciele dobrych restauracji, ryby i owoce morza dostarczają im rybacy, mięso hodowcy jagniąt, świń, kurczaków i kóz. Na tyłach niejednej tawerny znajduje się spory warzywniak albo mały kurnik. Większość greckich wysp i regionów na kontynencie jest żywnościowo samowystarczalna, a wiele z nich eksportuje nadwyżki. Nie ma tu co prawda tyle olbrzymich kompleksów hodowlanych, co w Hiszpanii lub Holandii, ale również można spotkać duże gospodarstwa, szczególnie na żyznych ziemiach Krety, niektórych Wysp Egejskich lub na równinach Peloponezu. Produkty z tych miejsc trafiają głównie na eksport albo do dużych miast. Małe miasteczka i wsie bazują głównie na swoich lokalnych zasobach.

Mała knajpka na uliczce wyspy FOURNI, Północne Wyspy Egejskie
   Żaden pomidor nie smakuje lepiej niż ten wyhodowany w małym słonecznym ogródku, żadne oregano nie pachnie tak jak to świeże zebrane w górach, nie ma lepszej ryby niż ta złowiona rano przez miejscowego rybaka. Nic nie zastąpi cytryny lub brzoskwini zerwanej prosto z drzewa. Nawet zwykłe jajko od kury biegającej po ogródku smakuje inaczej niż fermowe. A jeśli siedzimy przy stoliku na świeżym powietrzu, często nad morzem, to nawet zwykła potrawa smakuje wyśmienicie. 
   Najlepsze jedzenie serwują małe i średnie knajpki, które najczęściej są prowadzone przez rodziny. Duże restauracje, położone przy promenadach znanych miejscowości wypoczynkowych, zwykle oferują niezłe potrawy, ale są nastawione głównie na tłumy turystów. Dlatego nie zawsze posiłki w takich lokalach smakują najlepiej. Często serwuje się tam dania z mrożonek (frytki, krewetki), ale w każdym menu można przeczytać (drobnym drukiem), co jest świeże, a co z zamrażalnika. Taki jest obowiązek nałożony na restauracje, który jest przestrzegany. Ja staram się omijać wielkie tawerny, wolę najpierw popytać, gdzie można dobrze zjeść. Takie informacje uzyskuję głównie w hotelach i pensjonatach, w których mam noclegi. Czasem ufam mojej intuicji i siadam przy stoliku w knajpce, która mi się szczególnie podoba. A już na pewno wchodzę do tawerny, w której jedzą Grecy.

Ośmiornice kruszejące na słońcu, wyspa KOS, Dodekanez
   W większości restauracji menu jest zazwyczaj nieaktualne. Najlepiej zapytać kelnera o danie dnia, a jeszcze lepiej pójść z nim do kuchni i wybrać coś samemu. To dość powszechny zwyczaj, zwłaszcza, jeśli ma się ochotę na rybę. Kucharz zwykle pokazuje nam, co ma w lodówce i możemy wybrać tę sztukę, która nam odpowiada. 
   W sezonie turystycznym greckie restauracje zwykle są otwarte od rana do późnej nocy. Nie o każdej godzinie jednak można zjeść w nich wszystko. Potrawy są przygotowywane od południa, ale czas na grilla przychodzi dopiero po zachodzie słońca. Niektóre tawerny zaczynają swoją działalność wieczorem, ale te, które są blisko plaż lub znanych miejsc są otwarte cały dzień.
  Wczesną wiosną lub późną jesienią, na małych wyspach i w małych miejscowościach znalezienie czynnej restauracji może być problemem. Większość z nich jest zamknięta z powodu braku turystów. Przeważnie jednak jakaś mała tawerna jest otwarta, ale dopiero wieczorem. Warto zapytać w hotelu dokąd pójść na kolację.

Świeże ryby i owoce morza kuszą przed tawerną na wyspie SYMI, Dodekanez.
   Jak już kiedyś pisałem, porcje serwowane w greckich restauracjach są olbrzymie. Przestrzegam wszystkich samotnych podróżników przed zamawianiem zbyt wielu potraw na raz, po prostu nie da rady zjeść wszystkiego. Jeżeli chcemy spróbować kilku podczas jednego obiadu czy kolacji, warto zamówić po pół porcji. Jeżeli idziemy do knajpy w kilka osób, możemy spróbować wielu potraw. Każdy powinien zamówić coś innego, trzeba tylko poprosić o dodatkowe talerze. Tak właśnie jedzą Grecy: na stole ląduje kilka lub kilkanaście dań i każdy nakłada sobie po trochu wszystkiego.

W oczekiwaniu na gości. Wyspa SKOPELOS, Sporady.
   Dla Greków pobyt w tawernie to nie tylko jedzenie, to nawet czasem kilugodzinne biesiadowanie. Kelner co jakiś czas donosi coraz to nowe potrawy i napitki, goście rozmawiają ze sobą, nierzadko śpiewają, po prostu mile spędzają czas. Nie spodziewajmy się, że opuścimy restaurację w ciągu pół godziny, to nie w greckim stylu. Jeśli ktoś nie lubi przesiadywać za stolikiem, lepiej niech kupi sobie coś na wynos w piekarni albo w budce z gyrosem. Chlebek pita z kawałkami kurczaka, wieprzowiny lub jagnięciny z dodatkami również świetnie smakuje na ławce lub na plaży, tak samo jak nadziewany szpinakiem lub fetą placek.

Gyros w chlebku pita, najlepszy na wynos.
   Będąc w greckiej tawernie obowiązkowo trzeba spróbować choć raz kilku specjałów. Ja staram się za każdym razem zjeść coś innego, mam jednak swoje ulubione dania, do których często wracam. Oto kilkanaście z nich.



   PRZYSTAWKI CZYLI MEZEDES 
  Do kieliszka chłodnego białego wina lub szklanki piwa doskonale pasują mezedes, czyli przystawki. Są to małe lub bardzo małe porcje różnych smakołyków serwowanych na jednym talerzu. Znajdziemy tam oliwki, różne sery, kawałki grillowanych mięs, ośmiorniczek, przeróżne pasty i sosy do smarowania i maczania chleba.

Get Adobe Flash player
   Jako lekką przystawkę możemy również zamówić:  
  • dolmades (faszerowane liście winogron) 
  • nadziewane papryki lub pomidory 
  • fava (przepyszna pasta z fasoli)  
  • tzatziki (grecki jogurt ze świeżym ogórkiem, czosnkiem i oliwą, czasem z innymi dodatkami) 
  • kulki z mielonego mięsa
  • kotleciki z cukinii 
  • taramasalata (pasta ze świeżej ikry)  
  • przeróżne warzywa, surowe, smażone lub z grilla
Trzeba również koniecznie spróbować dań, które – w zależności od poziomu naszego głodu – mogą być przystawką bądź daniem głównym, na przykład na lunch: 
  • smażony ser feta na słono lub na słodko z miodem i sezamem 
  • krążki kalmarów w chrupiącej panierce 
  • ciecierzyca lub fasola duszona w piecu 
  • choriatiki, czyli grecka sałatka z fetą, oliwkami, pomidorami, cebulą, papryką, oliwą, świeżym oregano, często z kaparami (ale nigdy z sałatą, jak to bywa w Polsce) 
  • przeróżne sałatki ze świeżych warzyw z dodatkiem tuńczyka, owczego lub koziego sera, małych rybek, oliwek, a nawet lekko wysuszonego chleba (dakos
  • ogromny wybór sałatek z warzyw smażonych, duszonych lub grillowanych, szczególnie polecam gotowaną okrę w pomidorach (w Polsce świeża okra jest nie do kupienia, a warzywo jest cudownie pyszne) oraz gotowane dzikie, zielone rośliny podobne do szpinaku, zbierane w górach, podawane z cytryną, coś przepysznego!
Get Adobe Flash player
   Nie można pod żadnym pozorem nie spróbować świeżych ryb i owoców morza. Ryby w Grecji są bardzo popularne, a wybór jest olbrzymi: od sardynek i makreli, przez dorady, berweny, tuńczyki, na rekinach kończąc.

Get Adobe Flash player
   Obowiązkowo trzeba choć raz zamówić homara z makaronem. Z tego wyśmienitego dania słynie wyspa Astypalea i Fourni, gdzie homarów jest wyjątkowo dużo i są najtańsze w całej Grecji. Makaron jest również bardzo popularny, podaje się go z ośmiornicą, krewetkami, różnymi sosami.

   Dla amatorów owoców morza Grecja to istny raj. W knajpach można się najeść do syta krewetkami, kalmarami, ośmiornicami, małżami. Bardzo często podaje się je w sosie pomidorowym z fetą (saganaki). Nadziewane kalmary to jedna z najsmaczniejszych greckich potraw. Warto spróbować też zupy rybnej, podawanej zazwyczaj w glinianych miskach. Taka zupa wszędzie smakuje inaczej, ale wszędzie jest doskonała.

Get Adobe Flash player
   Mięsożercy (do których należę) mają w Grecji bardzo dobrze, choć nie jada się tu mięsa zbyt dużo. Polecam oczywiście tradycyjne souvlaki, gyros i inne grillowane pyszności, podawane z chlebkami pita i obowiązkowo z frytkami, najlepiej przyrządzanymi ze świeżych ziemniaków. Bardzo popularna jest jagnięcina, serwowana na dziesiątki sposobów: z grilla, długo duszona w folii w kamiennym piecu lub – chyba najsmaczniejsza – z rożna. Jeśli kiedyś napotkacie jagnię piekące się nad węglami, koniecznie spróbujcie! Do rożna przeważnie ustawia się kolejka chętnych i po godzinie nie ma śladu po jagnięciu.

Get Adobe Flash player
   Mielona jagnięcina jest składnikiem najbardziej znanej greckiej zapiekanki – musaki. Oprócz mięsa składnikami tej bardzo smacznej potrawy jest grillowany bakłażan, pomidory, niekiedy ziemniaki, pyszny sos beszamelowy z cynamonem, a także tarty twardy ser. Muszę wspomnieć również o stifado, czyli o mięsie wołowym lub króliczym, wolno duszonym we wspaniałym sosie. Niebo w gębie! W Grecji jada się też dużo drobiu, potrawy z kurczaka są w każdej restauracji. 
  
   Jedzenie w każdym zakątku Grecji to prawdziwa przyjemność. Z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Wieczorami ulice i place wszystkich miasteczek i wsi zamieniają sie w jedną wielką jadłodajnię. Z tawern dobiega grecka muzyka, często "na żywo", ludzie ze sobą rozmawiają, komentują, dzielą się wrażeniami. Jedzenie, biesiadowanie i kuchnia to po prostu część greckiego życia.

Makrela prosto z morza na lunch podczas rejsu dookoła wyspy SAMOS, Dodekanez.
   Do tematu greckiego jedzenia na pewno będę często wracał. Mam nadzieję, że narobiłem wszystkim wielkiego smaku na greckie potrawy i kiedyś się spotkamy w nadmorskiej tawernie. 

SMACZNEGO !!! Καλή όρεξη !!!

wtorek, 26 stycznia 2016

PAKUJEMY SIĘ NA WYJAZD

Lotnisko na wyspie RODOS latem pracuje 24 godziny na dobę
   Bilety na samolot kupione, podróż mniej lub bardziej dokładnie zaplanowana, czas pomyśleć o pakowaniu rzeczy na wyjazd. Wiem, że dla niektórych nie jest to czynność przyjemna i większość z nas odkłada pakowanie na ostatnią chwilę. Znam osoby, które zastanawiają się, co ze sobą zabrać kilka godzin przed wylotem. To błąd numer 1, w euforii i odliczaniu godzin do odlotu na wymarzone wakacje bardzo często zapominamy spakować potrzebne rzeczy albo bierzemy to, co będzie zupełnie bezużyteczne, do niczego się nie przyda, a tylko niepotrzebnie obciąży walizkę lub torbę.

Port Parikia na wyspie PAROS, Cyklady. Widok z samolotu.
   Ja pakuję się najpóźniej w przeddzień wyjazdu, choć myślę o tym wcześniej, żeby zdążyć przeprać i uprasować rzeczy, które od poprzedniej wyprawy zalegają głęboko w szafie. O ile z urwanym guzikiem poradzimy sobie szybko, to zepsuty suwak w krótkich spodenkach lub naderwane ucho od torby podróżnej mogą przysporzyć problemu. W moim przypadku to niemal reguła: po powrocie z wakacji nie zwracam uwagi na mniejsze lub większe uszkodzenia sprzętu czy ubrań, chowam wszystko do szaf i przyrzekam sobie, że się tym zajmę... później. Dlatego warto przejrzeć wszystko, co zamierzamy ze sobą zabrać kilka dni wcześniej, żeby w ostatniej chwili nie ganiać po sklepach lub zajmować czasu rodzinie (kochanie, nie wiesz, gdzie schowałem latarkę?).
Wyspa FOLEGANDROS, Cyklady.
LIMITY DOTYCZĄCE BAGAŻU 
   Popularne od jakiegoś czasu przeloty tak zwanymi "tanimi liniami" wymuszają na podróżnych wzięcie ze sobą bagażu o ograniczonych wymiarach i ciężarze. Każda linia ma inne limity. Co prawda istnieje możliwość dokupienia bagażu rejestrowanego, ale ceny są zaporowe, ponieważ takim przewoźnikom chodzi głównie o to, żeby latać tylko z bagażem podręcznym. Coraz więcej "tradycyjnych" linii lotniczych wprowadza do swojej oferty oddzielną, tańszą taryfę, która obejmuje przelot wyłącznie z bagażem pokładowym. Nie dajmy się nabrać na takie tricki i zawsze sprawdzajmy, czy w cenie biletu zawarto opłatę za bagaż nadawany. Tak jest w przypadku Aegean Airlines; najtańsze bilety są dostępne w taryfie "go light", która pozwala na wzięcie ze sobą małego bagażu podręcznego. Można jednak wybrać nieco droższy bilet i zabrać ze sobą większą torbę. 
   Jeśli lecimy "tanią linią" (do Grecji z Polski połączenia obsługuje Ryanair), nasz bagaż nie może przekraczać odpowiednich wymiarów i wagi 10 kg. Nie zalecam przekraczania tych wartości. Co prawda kontrole na lotniskach nie są częste, ale jeśli się zdarzą i nasza torba nie zmieści się do specjalnego boksu, będziemy musieli sporo dopłacić. Według moich doświadczeń, torba lub mała walizka pokładowa z powodzeniem zmieści wszystko, czego potrzebujemy na urlop nie przekraczający 10 dni. Przy dłuższym pobycie najlepiej mieć wykupiony tradycyjny bagaż rejestrowany. Są co prawda tacy, którzy twierdzą, że da się spakować do małej walizeczki nawet na 2 tygodnie, ale ja do takich nie należę. Wolę zapłacić trochę więcej i mieć wyższy komfort podróży. Oczywiście bagaż rejestrowany też powinien spełniać wymogi przewoźnika. Ciężar naszej walizki lub torby zwykle nie powinien przekraczać 20 lub 23 kilogramów, ale są linie lotnicze z innymi limitami. Warto je znać przed podróżą.

Główny port, a na wzgórzu stolica wyspy ASTYPALEA, Dodekanez.
WALIZKA, TORBA CZY PLECAK? 
   Podróżując tanimi liniami lotniczymi najlepiej wziąć ze sobą torbę wykonaną z nieprzemakalnego materiału. W razie kontroli na lotnisku można ją dość łatwo upchnąć w boksie. Walizka pokładowa, której wymiary spełniają wymagania jednej linii lotniczej, może być o kilka centymetrów za duża, jeśli zdecydujemy się na lot inną tanią linią. Na wyjazdy kilkudniowe z powodzeniem można wziąć tylko małą torbę. Moje podróże do Grecji trwają dłużej, średnio kilkanaście dni i prawie zawsze wożę ze sobą bagaż rejestrowany.

Malownicze garaże dla łódek na wyspie MILOS, Cyklady.
   Jeszcze kilkanaście lat temu chyba nikt nie miałby problemu i najprawdopodobniej wybrałby plecak. Rzeczywiście, podróżowanie z plecakiem jest bardzo wygodne, zwłaszcza kiedy planujemy wędrówkę od hotelu do hotelu lub z pola namiotowego na camping. Jeżeli natomiast zamierzamy spędzić urlop w jednym miejscu, podróżować autobusami, promami lub wynajętym samochodem, nie jest to według mnie dobry pomysł. 
   Spakowanie plecaka wcale nie jest trudne ale trzeba to robić z głową: na dnie powinny się znaleźć rzeczy najcięższe i największe, potem mniejsze i lżejsze. Dostęp do zawartości plecaka nie jest najłatwiejszy i często trzeba z niego wszystko wyjąć, żeby się dokopać do tego, czego szukamy. Poza tym dźwiganie na plecach kilku lub kilkunastu kilogramów w piekącym słońcu zwykle powoduje, że jest nam strasznie gorąco, pot zalewa twarz i plecy, jest po prostu ciężko. Oprócz typowych wycieczek trampingowych odradzam pakowanie się w plecak, lepiej wybrać torbę lub walizkę.

Zachmurzone niebo nad wyspą KOUFONISSI, Cyklady.
   Zdecydowanie najpraktyczniejsza jest średniej wielkości walizka wykonana ze sztywnego plastiku (typu Samsonite), zaopatrzona w kółka i wyciąganą rączkę. Po pierwsze jest stosunkowo odporna na zniszczenie, zwłaszcza podczas załadunku i wyładunku do i z luku bagażowego samolotu. Po drugie łatwo utrzymać w niej porządek, a nasze rzeczy nie są wygniecione i pomieszane, jak to często bywa w przypadku dużych toreb podróżnych. Poza tym dużo łatwiej jest ciągnąć walizkę na wygodnych kółkach niż dźwigać ciężką torbę na ramieniu.
   Każdy bagaż powinien posiadać dołączoną informację o właścicielu i jego adresie. Jeśli walizka lub torba nie ma takiego miejsca, koniecznie trzeba kupić specjalną zawieszkę i przymocować ją do bagażu. W takiej zawieszce umieszczamy karteczkę z naszymi danymi, czyli podajemy imię, nazwisko, numer telefonu wraz z numerem kierunkowym do Polski (najlepiej napisać +48) oraz adres. Właściwie powinniśmy zapisać dwa: pierwszy to nasz adres w Polsce, a drugi to adres (lub adresy) hotelu, w którym będziemy przebywać wraz z datami pobytu. W przypadku zagubienia bagażu znalazca powinien go nam odesłać jak najszybciej właśnie tam. Adres w Polsce będzie zatem potrzebny tylko wtedy, gdy wracamy do kraju po podróży. Jeśli zgubimy bagaż w trakcie wycieczki, ważną informacją dla znalazcy będzie adres naszego hotelu a nie miejsce zamieszkania w Polsce. Mnie na szczęście nigdy nie zdarzyło się zagubić walizki, ale kilka razy słyszałem o przypadkach, kiedy linie lotnicze przekierowały bagaż na inne lotnisko. Znam też przypadek, kiedy wysiadając z promu ktoś się pomylił i zamiast swojej torby zabrał ze sobą podobną torbę kogoś innego. Dobrym pomysłem jest zatem, żeby swój bagaż dodatkowo oznaczyć, na przykład jakąś kolorową nalepką lub dodatkową zawieszką.

Kaplica 7 Męczenników, wyspa SIFNOS, Cyklady.
CO ZE SOBĄ ZABRAĆ ? 
   Od początku maja do końca września w Grecji można liczyć na dobrą i ciepłą pogodę. Na początku i na końcu tego okresu może się zdarzyć, że trafimy na deszcz lub burzę, jednak jeśli pada to krótko. Nie ma więc sensu zabierać ze sobą niepotrzebnych ilości ubrań. Ja pakuję tyle koszulek z krótkim rękawem ile dni zamierzam być w Grecji i dorzucam jeszcze 2-3 na wszelki wypadek. Zdarza się, że po gorącym dniu trzeba się przebrać. Mam ze sobą "coś" lekkiego z długim rękawem na wypadek chłodnego wieczoru i obowiązkowo wiatrówkę, która mi się przydaje szczególnie na wieczornych i nocnych promach lub podczas silnego wiatru. W Grecji wiatr bywa bardzo silny nawet przy bezchmurnym niebie. Przez większość letnich miesięcy z północy wieje meltemi, który potrafi pokrzyżować plany turystom wywołując duże fale uniemożliwiające rejsy mniejszych promów. Zwykle jednak cichnie wieczorem lub po kilku dniach. W środku lata jest zbawienny, bo przyjemnie chłodzi i suszy wilgotne powietrze. 
   Rzecz jasna biorę ze sobą krótkie spodnie, w zależności od długości pobytu nawet 3 pary. Mam również lekkie długie portki. To dość ważna część garderoby, jeśli mam w planach zwiedzanie klasztorów lub kościołów, do których często można wejść tylko z zakrytymi nogami i ramionami. Czasem przy wejściu można znaleźć przygotowane przez mnichów długie szaty ale lepiej nie ryzykować i wziąć spodnie ze sobą. Kobiety powinny mieć duże chusty, którymi mogą łatwo zakryć ramiona. 
   Nie ma żadnego sensu wozić ze sobą grubych swetrów i kurtek, jeśli ktoś jest wielkim zmarzlakiem niech weźmie lekką, ciepłą bluzę z polaru lub mikrofibry, to w zupełności wystarczy. Jeśli jednak wybieramy się do Grecji w kwietniu lub październiku, dodatkowy cienki sweter może się przydać, bo ranki i wieczory mogą być chłodnawe. Wszystkie dodatkowe ubrania (na przykład dres) powinny być lekkie, przewiewne, najlepiej bawełniane.

Nieziemska sceneria wyspy POLYAGOS, Cyklady.
   Nie bierzmy ze sobą żadnych tradycyjnych ręczników, są ciężkie, zajmują dużo miejsca, chłoną wilgoć i długo się suszą. Można zabrać jeden malutki ręcznik, żeby w razie potrzeby wytrzeć ręce lub pot z czoła. Na plażę polecam leciutkie jak piórko ręczniki z mikrofibry, które schną w kilka minut, a po zwinięciu wszędzie się mieszczą. Nie zapomnijcie stroju kąpielowego! Ja zawsze biorę 2 pary kąpielówek. 
   Niezmiernie ważne są buty. Przestrzegam wszystkich, żeby nie brać ze sobą żadnych nowych butów! Najczęściej już po pierwszym dniu chodzenia będziemy mieli masę bąbli i odcisków, a buty powędrują do walizki, z której je wyjmiemy dopiero po powrocie. Buty muszą być wygodne, przewiewne i przede wszystkim "rozchodzone". Ja zawsze mam ze sobą jakieś plażowo-basenowe klapki, porządne sandały i jakieś sznurowane buty do kostki. Niektórzy używają specjalnych gumowych butów do pływania, chroniących przed ostrymi kamykami i jeżowcami. Jeśli mamy zamiar dużo chodzić, zwłaszcza po górach, dobrym rozwiązaniem jest kupno tak zwanych sandałów trekkingowych, mocnych, z grubą podeszwą, albo tradycyjnych "pionierek" czyli sznurowanych butów ponad kostkę, chroniących całą stopę. 
   Wysoko w górach pogoda może się zmieniać, w wypadku długich i trudnych wędrówek warto rozważyć zabranie dodatkowej odzieży, zwłaszcza wczesną wiosną i jesienią. Nieodzowny będzie również mały plecak, nawet na krótkie wypady i wycieczki. Powinien się do niego zmieścić ręcznik plażowy, jedna lub dwie butelki wody, torebka z lunchem i parę innych potrzebnych drobiazgów. Taki plecak może z powodzeniem służyć jako bagaż podręczny podczas podróży samolotem, ja w nim wożę laptopa i aparat fotograficzny.

Naturalnie uformowany "basen" na wybrzeżu wyspy KOUFONISSI, Cyklady.
   Nie powinniśmy zapomnieć o jeszcze kilku bardzo ważnych rzeczach, które będą nam potrzebne. Są to: 
  • Latarka z kompletem zapasowych baterii. W Grecji jest do zwiedzenia mnóstwo jaskiń i grot, w których może być ciemno, czasem powrót do hotelu położonego na uboczu wymaga oświetlenia drogi, nie mówiąc o biwakowaniu pod namiotem. 
  • Mały przybornik do szycia, w którym musi być kilka mniejszych i większych agrafek.
  • Olejek lub krem do opalania z odpowiednim filtrem oraz balsam po opalaniu. Trzeba się często smarować nawet podczas pochmurnych dni, greckie słońce jest zdradliwe i o poważne oparzenia jest bardzo łatwo. 
  • Scyzoryk z otwieraczem do butelek i korkociągiem (wiadomo, do czego). 
  • Małe nożyczki. 
  • Mała tubka kleju super glue. 
  • Porządne okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV, a najlepiej dwie pary. 
  • Amatorom pływania i nurkowania na pewno przyda się maska i rurka do oddychania, choć sprzęt do snorkelingu jest dostępny na większości rejsowych łódek bez dodatkowych opłat. 
  • Dobrze zaopatrzona mini-apteczka. Absolutnie niezbędne są różnego rodzaju plastry, w tym na pęcherze i odciski. Poza tym dobrze mieć krople do oczu (zapalenie spojówek w greckim słońcu nie należy do rzadkości), lek na biegunkę, lek przeciwbólowy i rozkurczowy, jakiś środek odkażający skórę w przypadku skaleczeń (najlepsze są gotowe nasączone gaziki), pantenol na oparzenia słoneczne. Jeśli przewidujemy intensywne wędrówki, trzeba się zaopatrzyć w bandaż elastyczny i jakiś żel na stłuczenia i opuchliznę. W każdym greckim mieście i niemal w każdej wsi są doskonale zaopatrzone apteki (farmakeio), w razie poważniejszej kontuzji lub choroby na pewno nie pozostaniemy bez pomocy. 
  • Spray lub maść przeciwko komarom i po ukąszeniu komarów. Jadąc pod namiot trzeba zabrać spirale na komary. W większości hoteli znajdziemy darmowe środki odstraszające insekty ale na wszelki wypadek można je ze sobą zabrać. 
  • Aparat fotograficzny z ładowarką i odpowiednią ilością kart pamięci. Jeżeli używacie dużego aparatu z dekielkiem na obiektyw, koniecznie go przymocujcie do aparatu za pomocą specjalnej smyczy lub linki, inaczej prędzej czy później dekielek się zgubi. Dobrze jest mieć specjalną szmatkę do czyszczenia obiektywu. 
  • Wszystkie potrzebne ładowarki, zapasowe baterie i inne potrzebne akcesoria do telefonu, aparatu fotograficznego czy laptopa. 
  • Wiosną i jesienią może się zdarzyć, że przez chwilę będzie nam potrzebny parasol (najlepiej mały składany) lub jednorazowa plastikowa peleryna. 
  • Papierowa lub plastikowa teczka na nasze hotelowe i samolotowe rezerwacje, mapy i przewodniki. Nie warto pakować ciężkich książek, jeśli interesuje nas tylko kilka stron, lepiej zrobić kserokopie.

Widok ze wzgórza Monte Smith, wyspa RODOS.
   Pamiętajmy, że podróżując tylko z bagażem kabinowym nie wolno przewozić płynów, kremów, past do zębów, dezodorantów itp. w pojemnikach większych niż 100 ml. Jedynym wyjściem jest przelanie płynu do mniejszej buteleczki lub zakup kosmetyków w mniejszych opakowaniach (np. w drogeriach Rossmann). Nie będziemy mogli również przywieźć z naszej wycieczki niczego, co jest płynne i zapakowane w opakowanie większe niż 0,1 litra (oliwa, miód, oliwki w słoikach, wino). 
  Nie ma najmniejszego sensu wożenie ze sobą żadnego jedzenia. Czasy, kiedy w plecaku obowiązkowo musiały być konserwy już dawno przeszły do historii. W Grecji wszędzie znajdziemy sklepy, bary i piekarnie, w których zaopatrzymy się we wszystko, co jest potrzebne na biwak lub całodniową wycieczkę.

CHORA na wyspie IOS, Cyklady.
   Ja wszystkie potrzebne rzeczy pakuję w foliowe torebki, po czym je ciasno układam w walizce. Niektórzy polecają rolowanie ubrań, ja po prostu je składam i wkładam po kilka do plastikowej torby. Niewykorzystaną przestrzeń w walizce uzupełniam kilkoma arkuszami folii bąbelkowej, która mi się później przydaje do zapakowania delikatnych pamiątek, a także butelek lub słoików z greckimi przysmakami, które za każdym razem przywożę do domu. 
   Warto również pomyśleć o wykupieniu ubezpieczenia na czas wyjazdu. Nie jest to duży wydatek, a zapewnia nam bezpieczeństwo i spokój. Nigdy nie noszę ze sobą żadnych dokumentów i pieniędzy, jeżeli nie jest to konieczne. Nigdy nie używam torebek na szyję ani takich przyczepianych do paska. Pierwsze czego szuka (i widzi) potencjalny złodziej to właśnie takiej saszetki, doskonale widocznej pod koszulką. Grecja jest krajem bezpiecznym, a Grecy są ludźmi wyjątkowo uczciwymi. W wielu małych wioskach nikt nie zamyka drzwi na klucz, a nawet sklepów na czas sjesty. W kościółkach i kapliczkach w otwartych skarbonkach leżą monety i banknoty. Jeśli dochodzi do jakichkolwiek kradzieży, to głównie w dużych miastach, a sprawcami są przede wszystkim obcokrajowcy.

Zachód słońca na plaży FALASARNA, zachodnia Kreta.
BON VOYAGE !!!