poniedziałek, 21 marca 2016

IOS - ZAPOMNIANA WYSPA HIPISÓW


   Pomimo dobrze rozwiniętej komunikacji promowej na Cykladach nie zawsze udaje się znaleźć dogodne, bezpośrednie połączenie, które by pasowało do naszego planu podróży. Zazwyczaj okazuje się, że prom kursuje dzień wcześniej lub później albo wcale. W takim wypadku trzeba trochę pokombinować i poszukać kilku tras z przesiadką lub kilkoma przesiadkami. Czasem jedynym rozwiązaniem jest rozłożenie podróży na dwa etapy i dodatkowy nocleg po drodze.

   Taka właśnie sytuacja przydarzyła mi się, kiedy chciałem się przedostać z Koufonisi na Folegandros. Bezpośredniego połączenia pomiędzy wyspami nie ma, więc zdecydowałem się najpierw popłynąć na Naxos, a potem na Ios, skąd następnego dnia miałem prom na Folegandros. Częsta zmiana promów i krótkie pobyty na "dodatkowych" wyspach wcale mi nie przeszkadzały. Wręcz przeciwnie – Naxos i Ios już kiedyś widziałem i bardzo chętnie chciałem je zobaczyć ponownie.

   Wczesnym rankiem przypłynąłem na Naxos. Byłem tu już kilka razy, najczęściej właśnie po to, żeby przesiąść się na inny prom. Tym razem miałem kilka godzin do odpłynięcia na Ios, więc postanowiłem przetrzeć stare szlaki, przypomnieć sobie miasto i najbliższe okolice. Pogoda na zwiedzanie nie była zła, ale fatalna do robienia zdjęć. Było niemal bezwietrznie, bardzo ciepło ale niebo całkowicie zakrywały szare chmury. 

Get Adobe Flash player
    Port Naxos jest bardzo ważnym węzłem komunikacyjnym Cyklad, stąd dość łatwo i prosto można się dostać na większość znanych wysp oraz do Pireusu i Rafiny. Intensywne życie portowe trwa tu od rana do późnego wieczora. Nabrzeże portowe jest zawsze pełne samochodów, kontenerów i paczek czekających na duże i mniejsze promy. Na turystów czekają przedstawiciele hoteli i pensjonatów zachęcając do wybrania ich oferty noclegowej. W okolicznych kawiarniach i tawernach ludzie czekają na swoje promy. Jeśli przerwa w podróży trwa dłużej, można zostawić bagaże w przechowalni portowej i pójść na spacer.

    Było jeszcze bardzo wcześnie kiedy dotarłem do plaży leżącej w zatoce na południe od portu. Miasto jeszcze spało, na ulicach byli tylko podobni do mnie "przesiadkowi" turyści i amatorzy rannego biegania. Plaża była pusta, a morze płaskie jak szklana tafla. Wróciłem do portu, powłóczyłem się po nadmorskiej promenadzie, a na koniec poszedłem na północny cypel zobaczyć (chyba po raz czwarty w życiu) symbol Naxos, czyli ruiny świątyni Apolla. Zwykle jest tu sporo ludzi, wieczorami miejsce jest wręcz oblegane przez romantyków oglądających zachód słońca. Podczas mojej króciutkiej wycieczki nie spotkałem nawet jednej osoby. Muszę przyznać, że ponowne odwiedziny tego pięknego miejsca zrobiły na mnie nie mniejsze wrażenie od tego, gdy byłem tu pierwszy raz wieki temu. Po powrocie do portu wstąpiłem jeszcze na frappe do jednej z wielu otwartych już kawiarni. Pół godziny później byłem już na promie płynącym na wyspę Ios. Podróż nie była długa, po godzinie dotarłem do portu Ormos. Razem ze mną wysiadło jedynie kilka osób, reszta turystów płynęła na Santorini.

   W latach siedemdziesiątych XX wieku wyspa Ios stała się przystanią dla hipisów z całego świata. Mieszkańcy wyspy na początku podchodzili do nich z dystansem, ale w końcu zaakceptowali i polubili tych szczególnych turystów. Hipisi przypływali na Ios starymi rozklekotanymi promami z Pireusu i najczęściej zakładali swoje obozowiska na pięknych plażach. Spali w śpiworach pod gołym niebem, niektórzy rozbijali namioty pod tamaryszkami. Na Ios długo nie obowiązywały przepisy o zakazie biwakowania poza wyznaczonymi miejscami. Nawet dziś lokalne władze patrzą przez palce na namioty rozbite "na dziko".

Get Adobe Flash player
   Życie na Ios toczyło się głównie w nocy. Późnym popołudniem hipisi przychodzili tłumnie do Chory i przesiadywali w klubach i barach do białego rana. Wąskie uliczki miasteczka były wypełnione po brzegi młodymi ludźmi. Panowała atmosfera pełnego relaksu i nieskończonej zabawy. Towarzystwo co noc wypijało hektolitry miejscowego wina i piwa, przepalając drinki marihuaną. Nie było żadnego problemu z dostępem do narkotyków, nawet miejscowa policja po cichu akceptowała palenie skrętów w miejscach publicznych.

   Pamiętam jak byłem pierwszy raz na Ios, jakoś chyba w 1984 roku, kiedy w środku nocy w Chorze była jedna wielka impreza. Wszystkie knajpy były pełne gości, ci, dla których zabrakło krzeseł przy stolikach siedzieli na uliczkach i świetnie się bawili. Co najważniejsze, w trakcie tych nieustannych imprez prawie nigdy nie dochodziło do awantur i bijatyk. Dopiero później, kiedy Ios zyskała miano "imprezowej wyspy", zaczęli się tu pojawiać młodzi ludzie niemający nic wspólnego z ruchem hipisowskim, a jedynie zwabieni możliwością zapalenia trawki i upicia się do nieprzytomności.

   Z biegiem lat sytuacja na Ios się zmieniła. W okolicach odkrytych przez hipisów bajecznych plaż wybudowano mnóstwo hoteli, wprowadzono zakaz biwakowania "na dziko", z uliczek Chory znikli handlarze marihuany. Ale nie do końca. Ios cały czas przyciąga młodych ludzi z całego świata, którzy chcą się zabawić w bajkowej scenerii. Jeszcze długo wyspa będzie kojarzona z nocnymi imprezami bez granic. Co prawda nie można już tak swobodnie jak kiedyś spędzić tu wakacji, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Nie ma chyba innej greckiej wyspy z tak wieloma plażami dla nudystów, biwakowanie "na dziko", choć oficjalnie zabronione, jest praktykowane w wielu miejscach, a zapalenie skręta podczas nocnego pobytu w barze wcale nie jest trudne.

   Na Ios jest wiele pięknych plaż, do których można łatwo dotrzeć szczególnie latem, kiedy kursują lokalne autobusy. Właśnie te małe, nieodkryte jeszcze przez masową turystykę plaże przyciągają współczesnych hipisów, czyli ludzi, którzy cenią sobie obcowanie z dziką naturą. Na innych wyspach odosobnione plaże są z reguły puste, ale na Ios zawsze w takich miejscach jest rozbity namiot i ktoś pływa w krystalicznie czystym morzu.

   Hipisi na Ios zrobili wyspie niesamowitą reklamę, z roku na rok wyspa przyciąga coraz więcej turystów. W dalszym ciągu jednak Ios jest traktowana trochę po macoszemu, choć na to zupełnie nie zasługuje. Z drugiej strony to dobrze, bo jeszcze nie dotarły tu tłumy i nawet latem można znaleźć prawdziwe oazy spokoju. Na Ios promy przypływają do leżącego w zatoce portu Ormos. Miasteczko jest szczególnie piękne wieczorem, kiedy świecą się nadmorskie latarnie. Ja przypłynąłem do portu koło południa, zaraz za terminalem czekał na mnie bus do hotelu.

Get Adobe Flash player
   Mój pobyt na Ios był bardzo krótki, chciałem zobaczyć jak najwięcej, więc wybrałem hotel, z którego było blisko zarówno do Chory jak i na najbardziej znaną plażę Mylopotamos. Pogoda bardzo mnie zawiodła, było pochmurno, a wieczorem nawet padał deszcz. Nie przeszkodziło mi to jednak żeby wybrać się na wycieczkę do Chory, czyli stolicy wyspy. Miasteczko znajduje się powyżej portu, na charakterystycznej skale. Na czubku wzniesienia zbudowano piękny kościół. Obowiązkowo trzeba wejść na szczyt, skąd można podziwiać fantastyczne widoki na wyspę. Noc na Ios jest szczególnie piękna, a jak ktoś trafi na pełnię Księżyca to padnie z zachwytu.

   Chora to przede wszystkim dziesiątki ślicznych, wąskich uliczek, przy których znajdują się knajpki, kawiarnie, bary, nocne kluby i przeróżne sklepy. Miasto po południu było puste, zaczęło się zapełniać dopiero wieczorem. Nie była to jednak wyspa Ios, którą zapamiętałem, kiedy byłem tu 35 lat temu. Brakowało mi gwaru, śmiechu hipisów, a nawet zapachu palonej marihuany. Było inaczej, może dlatego, że był maj, a może dlatego, że czasy hipisów na Ios już się skończyły. Późnym wieczorem wróciłem do hotelu. Z balkonu widać było pięknie oświetlone wzgórze. Lokalizacja hotelu była idealna, do Chory było zaledwie kilka minut spacerem, a do najładniejszej plaży na wyspie niewiele dłużej.

Get Adobe Flash player
   Następnego dnia wcześnie rano poszedłem właśnie na tę plażę – Mylopotamos Beach. Najpierw wspiąłem się na niewielkie wzniesienie koło hotelu, skąd rozpościera się cudowny widok na zatokę. Plaża ma kilka kilometrów długości, jest bardzo szeroka, a morze jest płytkie i idealne do pływania. Nic dziwnego, że właśnie tu – jeszcze nie tak dawno – koczowali na piasku hipisi. Miejsce jest magiczne: spokojne przezroczyste morze, słońce, złoty piasek... Dziś plaża Mylopotamos jest bardziej komercyjna niż kiedyś, stoją tu leżaki i parasole, wokół pełno knajpek i hoteli, ale atmosfera dawnych lat pozostała. Nie pozwolono na pełną komercjalizację plaży, nowe hotele są dyskretnie schowane z dala od morza i nie burzą sielskiego widoku.

Get Adobe Flash player
   Słyszałem, że w okolicy Mylopotamos planowana jest budowa nowoczesnego kompleksu hotelowego. Mam nadzieję, że amatorzy luksusowych wakacji będą mogli wypinać swoje ciała do słońca, podczas gdy zwykli turyści w tym samym czasie będą cieszyć się pięknymi plażami na Ios śpiąc w śpiworach na piasku. Bo w końcu taka jest wyspa Ios.

Get Adobe Flash player
   Dwa dni na Ios zleciały strasznie szybko. Nie planowałem zwiedzania wyspy, więc byłem bardzo zadowolony, że udało mi się aż tyle zobaczyć i odświeżyć stare wspomnienia. W południe wsiadłem na prom i odpłynąłem na jedną z najbardziej tajemniczych greckich wysp – Folegandros.

wtorek, 1 marca 2016

KOUFONISI - MAŁA WIELKA WYSPA


    W centralnej części Morza Egejskiego, pomiędzy Naxos, Amorgos i Ios, znajdują się 32 wyspy i wysepki tworzące Małe Cyklady. Ten rejon Grecji jest stosunkowo mało znany, choć z roku na rok ruch turystyczny jest tu coraz większy. W dalszym ciągu jednak mało kto decyduje się na dłuższy pobyt, większość gości to "jednodniowi turyści", którzy przypływają na Małe Cyklady małymi łodziami wycieczkowymi z Naxos. Takie rejsy są organizowane głównie w lecie, poza sezonem można się tu dostać promami, które jednak nie kursują zbyt często. Poza dużymi statkami linii Blue Star Ferries przepływającymi tędy tranzytem w drodze na Dodekanez, pomiędzy wyspami Małych Cyklad od lat pływa niewielki prom Express Skopelitis. Wbrew swojej nazwie wcale nie pruje fal z zawrotną szybkością, ale jest niezawodny nawet podczas wzburzonego morza. Prom zabiera turystów z portu Naxos lub Amorgos i robi pętlę przybijając po drodze do 4 zamieszkałych wysp Małych Cyklad, którymi są Donousa, Koufonisi, Schinousa i Iraklia. Jeden zimowy miesiąc w roku prom przechodzi rutynowy przegląd techniczny, wtedy dostęp do wysp jest bardzo utrudniony. 

KATAPOLA - port na AMORGOS o świcie
    Podczas mojej podróży na Cyklady odwiedziłem Koufonisi, na którą przypłynąłem z Amorgos dużym promem. Musiałem zmienić swoje plany, Express Skopelitis miał wtedy poważną awarię silnika i stał w suchym doku koło Pireusu czekając na naprawę. Hotelarze na wyspach bardzo narzekali, bo z powodu kilkutygodniowej przerwy w kursowaniu promu liczba turystów gwałtownie spadła. Jedynym sposobem dotarcia na Małe Cyklady była niezbyt wygodna podróż liniami Blue Star Ferries, bo nieliczne promy przypływały bardzo wcześnie rano albo w środku nocy.

   Turystyka na Małych Cykladach zaczęła się rozwijać bardzo późno. Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze w latach 70. XX wieku na wyspach nie było prądu! Rząd "czarnych pułkowników" traktował ten rejon Grecji jak kulę u nogi i nie inwestował tu żadnych pieniędzy. Życie na wyspach było wtedy bardzo ciężkie, ludzie mieszkali w kompletnej izolacji i byli zdani tylko na siebie. Skutkiem takiej sytuacji była masowa migracja mieszkańców na większe wyspy lub na kontynent. Dziś na Małych Cykladach mieszka zaledwie kilkaset osób na czterech wyspach.

   Po upadku junty wojskowej wyspy bardzo powoli zaczęły się rozwijać. Tak naprawdę turystyka zaistniała tu dopiero kilkadziesiąt lat temu. Zbudowano nabrzeża mogące przyjmować większe statki, powstały niewielkie hotele i pensjonaty. Dziś infrastruktura turystyczna jest bardzo dobra choć jeszcze słabo rozwinięta w porównaniu z innymi wyspami Cyklad. Paradoksalnie stagnacja w przeszłości spowodowała, że Małe Cyklady są nadal terenem niemal dziewiczym, jeszcze nietkniętym przez komercję i masową turystykę.

   Koufonisi to w zasadzie nazwa regionu składającego się z kilku wysp: zamieszkałej Pano Koufonisi, niezamieszkałej Kato Koufonisi (pano – góra, kato – dół, chodzi tu o położenie geograficzne, "na górze" czyli na północy i "na dole" czyli na południu), a także bezludnej Keros i kilku mniejszych. Latem można bez trudu popłynąć łódką na Kato Koufonisi, obejrzeć pozostałości dawnych domostw, starą kaplicę, a nawet zjeść obiad w tawernie specjalnie otwartej dla turystów. Przede wszystkim jednak wysepka kusi cudownymi plażami. Poza szczytem sezonu Kato Koufonisi jest niestety niedostępna. 
   W zasięgu małych łódek jest też kilka innych niezamieszkałych wysepek. Największą z nich jest słynna Keros, na której według mitologii greckiej znajdowały się wrota do Hadesu. Wyspa jest szczególnie chroniona, ponieważ znajdują się na niej najstarsze w Grecji stanowiska archeologiczne.

Get Adobe Flash player
   Byłem na Pano Koufonisi w drugiej połowie maja. Zazwyczaj o tej porze roku w Grecji zaczyna się sezon turystyczny. Hotele powoli się zapełniają, coraz więcej sklepów i knajp jest znowu otwartych, a na plażach pojawiają się leżaki i parasole. Małe Cyklady jednak dopiero się budziły po zimowym letargu. Na Koufonisi przygotowania do sezonu zaczęły się dopiero kilka dni wcześniej. Na wyspie panowała senna atmosfera lenistwa. Przede wszystkim było całkiem pusto. Podczas mojego dwudniowego pobytu widziałem zaledwie kilkunastu turystów. Nie miałem żadnych trudności ze znalezieniem otwartego sklepu czy restauracji, właściciele po prostu cierpliwie czekali na gości. Pogoda była świetna, było bardzo ciepło, choć niebo od czasu do czasu przykrywały chmury.

   Promy przypływają do portu znajdującego się tuż obok Chory, czyli głównego miasteczka. Betonowe nabrzeże nie jest zbyt piękne, ale przyjęcie większych statków wymaga bezpiecznej i solidnej przystani. Przypłynąłem na Koufonisi bardzo wcześnie rano. Nie miałem żadnego problemu ze znalezieniem hotelu, ku mojemu zaskoczeniu w porcie czekała na mnie jego właścicielka, która zawiozła mnie samochodem na miejsce.

Get Adobe Flash player
   Chora jest jedynym miasteczkiem na wyspie, liczy nieco ponad 200 mieszkańców. Jest położona na łagodnym zboczu niewielkiego wzniesieniu bardzo blisko morza. Przy kilku wąskich uliczkach stoi kilkadziesiąt białych domów. Jest poczta, bank, kościół, piekarnia, kilka małych sklepów, pensjonatów i restauracji. Obejście Chory zajmuje zaledwie kilkanaście minut, warto pójść też trochę dalej, aby zobaczyć rozproszone na obrzeżach miasteczka domy z ogrodami i duże rezydencje.

Get Adobe Flash player
   Niedaleko Chory trafiłem na niedawno zbudowany kompleks mieszkaniowy, położony tuż nad morzem. Nigdy wcześniej nie widziałem w Grecji takiej zabudowy. Na wydzielonym terenie ogrodzonym niskim murkiem stoi kilkanaście prześlicznych domków z ogrodami i zadaszonymi tarasami, połączonych żwirowymi alejkami. Jest tu nawet mały kościół, sklepik i miejsce do odpoczynku. Wszystko wręcz tonie w zieleni i kolorowych kwiatach. Dowiedziałem się, że większość tych uroczych domków można po prostu wynająć na wakacje, a w kilku żyją na stałe mieszkańcy wyspy.

   Koufonisi jest bardzo mała, jej powierzchnia ledwo przekracza 5 kilometrów kwadratowych. Choć w Chorze można wypożyczyć skuter lub rower, to po wyspie najlepiej poruszać się pieszo. Nie ma tu wysokich gór i stromych podejść, drogi i ścieżki są bardzo łatwe do pokonania przez każdego. Najwyższe wzniesienie w centralnej części wyspy nie przekracza 100 metrów nad poziom morza, teren łagodnie opada do brzegu, a jedyne co może przeszkadzać w wędrówce to piekące słońce. Widoki na niemal całą Koufonisi, morze i pobliskie wyspy są powalające. Warto znaleźć jakąś skałkę albo ławkę w cieniu figowca i posiedzieć pół godziny patrząc na przecudną panoramę Cyklad.

Get Adobe Flash player
   Przez prawie całe południowe i zachodnie wybrzeże Koufonisi ciągną się fantastyczne plaże. To prawdziwy raj na Ziemi. Widziałem w Grecji setki plaż, ale te na Koufonisi są zupełnie wyjątkowe. Można się opalać na złocistym piasku, małych lub większych kamyczkach lub na różnego rodzaju skałach. Są tu plaże duże i małe, długie i krótkie, szerokie i wąskie, schowane w mini zatoczkach lub pod skalnymi nawisami. Bardzo łatwo jest znaleźć malutką plażę tylko dla kilku osób, ogrodzoną w naturalny sposób wielkimi głazami. W kilku miejscach przy brzegu znajdują się mini klify, z których można skakać do wody i nurkować.

Get Adobe Flash player
Get Adobe Flash player
   Najbardziej jednak zachwycają tak zwane "naturalne baseny", czyli wydrążone przez morze kilkumetrowej głębokości zagłębienia w skale. Takie "kratery" są na ogół częścią podziemnych jaskiń i korytarzy. Woda w "basenach" jest krystalicznie czysta i ma nieziemsko piękny kolor. Można w nich pływać i nurkować, ja jednak wolałem nie ryzykować, choć strasznie mnie korciło.

Get Adobe Flash player
   Bez żadnych oporów i obaw kąpałem się wielokrotnie na obłędnych plażach, które nawet bardzo blisko miasta i portu były kompletnie puste. Morze Egejskie jest bardzo czyste, ale tak kryształowo przejrzystej wody jak na Koufonisi nigdy wcześniej nie widziałem. Zdawało mi się, że zakotwiczone na morzu łódki unoszą się w powietrzu.

Get Adobe Flash player
   Szedłem plażami i nadmorską drogą tak długo, aż dotarłem prawie do północnego krańca wyspy. Od tego miejsca wybrzeże jest skaliste i trudno dostępne na piechotę. Najlepiej zobaczyć je od strony morza, ale niestety podczas mojego pobytu żadne łódki z turystami tamtędy nie pływały. Wróciłem więc do Chory w poszukiwaniu jakiejś tawerny, bo podczas wycieczki po plażach zgłodniałem jak wilk. Znalazłem niezłą knajpę blisko portu i zjadłem bardzo dobrą wczesną kolację.

   Następnego dnia poszedłem na pieszą wycieczkę w stronę zachodniego wybrzeża. Po drodze obejrzałem piękny, starannie odrestaurowany kościół Agios Nicholaos z XIX wieku, stojący samotnie nad morzem. W tym miejscu nie ma plaż, można za to podziwiać malownicze, pionowe klify i przeróżne formacje skalne.

Get Adobe Flash player
   Nieco dalej, również nad samym morzem stoi bardzo znany na Koufonisi wiatrak. Kiedyś był używany do mielenia ziarna na mąkę, dziś mieści się w nim bardzo dobra restauracja. Na zewnątrz, pod markizami chroniącymi przed słońcem stoją wygodne fotele, z których można obserwować szmaragdowe morze i potężną, skalistą wyspę Keros. U stóp pagórka, na którym stoi wiatrak znajduje się mini stocznia, zajmująca się naprawą łódek i małych kutrów rybackich. Wielu mieszkańców Koufonisi są rybakami od wielu pokoleń. Każdy z nich jest właścicielem co najmniej jednej łodzi. Przybrzeżne wody Małych Cyklad obfitują w ryby i owoce morza, które zawsze są w menu każdej tawerny.

   Ze względu na dosyć płytkie morze, dużą liczbę zatoczek, płycizn i podwodnych skał, tutejsza flota składa się głównie z małych kutrów i łodzi, czasem wręcz miniaturowej wielkości. Większość z nich cumuje w prześlicznym porcie położonym na zachodnim wybrzeżu Koufonisi. Zatoka portowa jest osłonięta od otwartego morza niewielkim falochronem usypanym z kamieni. Widok kolorowych łódek unoszących się na powierzchni szmaragdowego morza jest nieziemski i dosłownie powala z nóg.

   Resztę dnia spędziłem na plażowaniu i moczeniu się w ciepłym morzu. Wieczorem powłóczyłem się jeszcze po uliczkach Chory, zjadłem kolację i poszedłem posiedzieć nad morzem. Byłem oczarowany wyspą, która pomimo swojej małej powierzchni okazała się wielka.

   Nazajutrz wstałem kiedy jeszcze było szaro. Przemiła gospodyni zawiozła mnie do portu. Właśnie wstawał nowy dzień. Niebo przesłaniały niegroźne ławice chmur, które zaczęły przybierać pomarańczową barwę od wschodzącego słońca. Morze było płaskie jak stół, zupełnie bez fal, bo panowała flauta. Po kilkunastu minutach do nabrzeża przybił prom, którym odpłynąłem w dalszą podróż.