niedziela, 9 lutego 2014

Coś dla podniebienia, czyli korfickie jedzenie


   Przebywanie w tawernach i delektowanie się jedzeniem na świeżym powietrzu zawsze jest dla mnie nieodłączną częścią każdego wyjazdu do Grecji. Już wcześniej pisałem, że wybór restauracji nie jest łatwy. Człowiek po prostu głupieje, jak widzi knajpę przy knajpie. Korfu nie jest wyjątkiem, w każdej, nawet najmniejszej wiosce zawsze można znaleźć przynajmniej kilka miejsc, gdzie można świetnie zjeść. Nawet poza miasteczkami, przy drogach, stoją tawerny i kuszą zgłodniałych. Ja chyba najbardziej lubię knajpki tuż przy morzu, wybieram miejsce jak najbliżej wody, ale zacienione, bo w upale trudno wytrzymać. Wieczorem w niektórych tawernach stoliki są wynoszone nad sam brzeg morza. Zawsze omijam szerokim łukiem wykwintne i eleganckie restauracje, których na Korfu nie brakuje. Czuję się dużo swobodniej siedząc na drewnianym krześle niż na skórzanej kanapie. Zawsze mam wrażenie, że im prostsza knajpa, tym lepsze jedzenie. Są oczywiście miejsca polecane, słynące ze świetnej kuchni. Jeśli o nich wiem,walę do nich jak w dym, bo wiem, że opinie innych na ogół się sprawdzają. W większości knajp na Korfu pobyt nie ogranicza się tylko do jedzenia. Można pogadać z kelnerem, zapytać, co jedzą inni albo zaczepić sąsiada i podzielić się z nim wrażeniami. Podczas takich rozmów wielokrotnie dowiadywałem się o tym, gdzie iść i co zwiedzić, a o czym nie piszą żadne przewodniki. Wejście do kuchni i zaglądanie do garnków wcale nie jest żadnym faux pas, a przy okazji można dostać szczegółowe przepisy na gotowane właśnie potrawy, nie mówiąc o degustacji. W greckich restauracjach po prostu się biesiaduje, nawet jeśli jest się samemu.

Get Adobe Flash player
   W nadmorskich kurortach i większych miasteczkach jest również sporo barów, a nawet sieciówek typu MacDonalds. Co dziwne, tam też wchodzą turyści. Nigdy nie zrozumiem, jak można w ogóle pomyśleć o zamówieniu hamburgera w Grecji. Wielokrotnie widziałem na Korfu, jak angielscy przyjezdni objadali się hot-dogami i pili irlandzkie piwo, makabra. 
  Jednym z niewielu dań, które Grecy bez oporów przyjęli w swojej kuchni są frytki. Na początku myślałem, że to jakiś żart, ale potem zauważyłem, że frytki podaje się nieomal do wszystkiego, nawet do musaki. Potem jednak przekonałem się, że greckie frytki są zawsze chrupiące, nigdy nie śmierdzą starym olejem, a bardzo często są przyrządzane ze świeżych ziemniaków. Z moich podróży do Grecji zawsze przywożę przyprawy – liście laurowe, oregano, tymianek i inne zioła. Nigdy nie kupuję ich w supermarketach, zawsze na straganach od ludzi, którzy sami je zbierali i suszyli na słońcu. Bardzo długo utrzymują swój aromat i smak, o niebo lepszy niż te kupowane w sklepie. 
   Fotografowanie dań w greckich knajpach to wielka beczka śmiechu. Każdy patrzy ukradkiem, czy ktoś nie podgląda, bo myśli, że jest jedynym, który chce zrobić zdjęcie grillowanej rybie. Tymczasem robią to niemal wszyscy turyści, żeby się później pochwalić, co jedli.

Get Adobe Flash player

sobota, 8 lutego 2014

Sen na jawie, czyli magiczne Cape Drastis

   Cape Drastis na Korfu to jedno z wielu miejsc w Grecji, które powala na kolana i pamięta się je do końca życia. Jest to najdalej na północ wysunięty przylądek wyspy, do którego wcale nie jest łatwo dotrzeć. Ja miałem samochód, ale mimo tego to wcale nie była prosta sprawa. Droga prowadząca na ten miniaturowy półwysep jest bardzo trudna do jazdy – wszędzie jest mnóstwo skalnego pyłu. Jedzie się jak po stolnicy z mąką, wzbijając tumany białego kurzu.


   Do Cape Drastis najłatwiej dotrzeć z Sidari, strasznie skomercjalizowanego miasteczka z dziesiątkami dyskotek i restauracji serwujących nie najlepsze i drogie potrawy. Sidari jest bardzo popularnym kurortem z całkiem niezłymi plażami, ale ja tego miasta na pobyt nie polecam lubiącym spokój. To właśnie tutaj wszystkie biura podróży umieszczają swoich gości w hoteliskach, komercja goni komercję i tak naprawdę nie ma tu nic ciekawego do zobaczenia. W miasteczku wieczorem i nocą trwa jedna wielka impreza, a w ciągu dnia plaże są pełne ludzi.

Get Adobe Flash player
   Podczas gdy w Sidari przeważnie jest dziki tłum, to na Cape Drastis panuje błogi spokój, choć w sezonie podobno jest tu tłoczno. Ja jak zwykle pojechałem na zwiedzanie wcześnie rano z nadzieją, że imprezowicze jeszcze leczą kaca i... nie pomyliłem się! Było puściuteńko, przyjechało niewiele osób. Pogoda była wspaniała, wreszcie było bezchmurnie i gorąco.

Canal d'Amour - Kanał Miłości
   Cape Drastis jest bajkowym i magicznym miejscem, które na zawsze pozostaje w pamięci. Natura zrobiła swoje – morze i wiatr w sposób zupełnie nieprawdopodobny wyrzeźbiły w miękkich wapiennych skałach niesamowite formacje. Pomiędzy dwiema dużymi skałami powstał okazały kanał, znany jako "Canale d'Amour", czyli kanał miłości. Podobno trzeba się w nim wykąpać, żeby doświadczyć wielkiego uczucia, ale jest to zadanie bardzo karkołomne, bo ściany klifów maja kilka metrów wysokości i skok w dół jest bardzo ryzykowny. Ja oczywiście duchem skoczyłem, a naprawdę wykąpałem się w bezpiecznym miejscu tuż obok.Chodzenie po mokrych skałach jest bardzo niebezpieczne, ich powierzchnia staje się bardzo śliska, z łatwością można się wywrócić i nawet wpaść do wody.Małe łódki oferują krótkie rejsy po turkusowym morzu, ale trzeba czekać, aż zbierze się odpowiednia liczba chętnych.
   Cape Drastis to zupełnie odlotowy kawałek Korfu i całej Grecji. Jest to miejsce, w którym totalnie zapomina się o całym życiu, magia tego miejsca powoduje, że człowiek poddaje się jemu całkowicie. Mam nadzieję, że zdjęcia Wam się spodobają.

Get Adobe Flash player

czwartek, 6 lutego 2014

Miasteczka i wioski Korfu


   Architektura Korfu to prawdziwy tygiel, w którym oprócz tradycyjnych motywów greckich łączą się wpływy włoskie, tureckie, francuskie, austriacko – niemieckie. Takich miast, miasteczek i wiosek nie ma gdzie indziej w Grecji. Mnie szczególnie podobały się te położone w górach. Za każdym razem robiłem krótsze lub dłuższe postoje, żeby się powłóczyć krętymi uliczkami, zajrzeć do kościółków, sklepów i na małe podwórka. Byłem na Korfu w maju, kiedy do najbardziej znanych miejsc już zaczęli zjeżdżać tłumnie turyści, jednak w małych wioskach było jeszcze pusto i spokojnie. 


   Miasteczka na wyspie są niezwykle kolorowe, brak tutaj jakiejkolwiek monotonii. Na każdym kroku widać, że mieszkańcy cieszą się życiem i chcą, żeby ich otoczenie było wesołe i cieszące oczy. Wiosną na Korfu wszystko dookoła kwitnie i bardzo intensywnie pachnie. Takiej ilości zieleni, barwnych krzewów i innych roślin nie widziałem nigdzie. Spotykałem domy, które wręcz tonęły w setkach kolorowych kwiatów. Właściciele hodują swoje rośliny w donicach, wiadrach, pomalowanych puszkach po farbie, w oknach i na murkach stoją skrzynki z różnokolorowymi roślinami. 


   Grecy nie są przesadnymi czyścioszkami i czasem śmiecą, ale rano wszyscy ostro zabierają się za sprzątanie swoich obejść. Polewają wodą ulice, chodniki i place, które potem szorują do czysta, myją okna i witryny sklepowe. Na balkonach i na podwórkach suszy się pranie. W greckich miasteczkach są domy niezamieszkałe i popadające w ruinę, zwłaszcza w odległych zaułkach. Mają one jednak swój urok i ich obecność wcale nie przeszkadza. 


   Szczególnie urzekające są pojedyncze, przydrożne wiejskie domy, które można spotkać poza granicami miast. Przy każdym z nich jest ogród, w którym rosną warzywa i owoce, czasem biega jakiś drób. Często jest wydzielony kawałek ziemi przeznaczony do odpoczynku – stoi tam stół, krzesła, pergola dająca cień. Bogatsi właściciele mają przystrzyżone i nawadniane trawniki, ozdobne krzewy i palmy, nierzadko również basen. Są też posiadłości, do których prowadzą prywatne drogi, ogrodzone wysokimi murami.

Rezydencja na Korfu
   Jeżdżąc samochodem po Korfu widziałem wiele wiosek i górskich osad. Szczególnie utkwiło mi w pamięci kilka z nich: Afionas, Lakones i Liapades, które polubiłem zupełnie wyjątkowo. Tutaj mieszka moja dobra wróżka i tajemnicza przewodniczka po wyspie. Chodząc uliczkami Liapades miałem cichą nadzieję, że wyjrzy z jakiegoś okna lub wyjdzie zza rogu i do mnie pomacha...
Panorama Liapades
Get Adobe Flash player
   Znający Kofu pewnie się zdziwią, że w ogóle nie wspominam o Paleokastritsie. Oczywiście, że pamiętam o tym magicznym miejscu, na pewno napiszę o nim już niedługo, bo z pewnością zasługuje na oddzielny post. Tymczasem zapraszam do obejrzenia sporej porcji zdjęć z cudnych korfickich wiosek.

Get Adobe Flash player
ULICZKI LIAPADES