niedziela, 7 lutego 2016

KOS TOWN - TYGIEL WIELU KULTUR

   Kiedy przypływa się do portu Kos promem lub statkiem już z daleka widać olbrzymią twierdzę Joannitów (Nerantzia Castle, a po grecku po prostu Kastro) zbudowaną nad samym morzem w XIV wieku. Potężne mury fortyfikacji są starannie odrestaurowane, a współczesne, najbliższe otoczenie współgra z czasami Wielkich Mistrzów zakonu. Szerokie ulice otaczające twierdzę są obsadzone palmami, a wzdłuż jezdni ustawiono setki kamiennych kul, które mają przypominać armatnią amunicję. Do wnętrza zamku wchodzi się po kamiennym moście przerzuconym nad dawną fosą, dziś w jej miejscu biegnie asfaltowa droga.

Get Adobe Flash player
   Tuż obok fortecy znajduje się przystań promowa. Kilkaset metrów przed nabrzeżem prom zaczyna zwalniać i przygotowuje się do cumowania. W tym czasie warto wejść na najwyższy pokład, żeby zobaczyć wspaniałą panoramę miasta i zrobić zdjęcia. Na lewo od Kastro znajduje się przystań jachtowa i całkiem spora plaża.

   Z drugiej strony twierdzy, w niewielkiej zatoce leży port, w którym cumują małe łodzie. Wzdłuż całego brzegu biegnie ruchliwa nadmorska droga wysadzana palmami, przy której znajduje się mnóstwo hoteli i restauracji. Nie jest to jednak najlepsze miejsce do odpoczynku. Zwłaszcza latem jest tu tłoczno i hałaśliwie nawet późno w nocy. Najlepszych hoteli trzeba szukać kilka przecznic dalej, gdzie jest ciszej i spokojniej, a do centrum idzie się pieszo zaledwie kilka minut. Na obu krańcach Kos Town można znaleźć całkiem przyzwoite plaże, jeśli ktoś nie ma ochoty na wycieczki za miasto, może tu przyjść na piechotę.

   Już po kilkunastu minutach spaceru po mieście doskonale widać jego burzliwą i skomplikowaną historię. Miasto Kos zostało założone przez starożytnych grubo ponad 2300 lat temu dokładnie w tym samym miejscu, w którym obecnie się znajduje. Zwiedzając Kos Town ma się poczucie wędrówki w czasie. Ruiny starożytnego miasta są praktycznie wszędzie. Obok nowych domów stoją antyczne kolumny i pozostałości antycznych budynków. Większość z nich jest ogólnie dostępna i nie ogrodzona. Rzecz jasna wszystkie ruiny to własność publiczna, ale często ma się wrażenie, że należą one do posesji współczesnych domostw i stoją na ich podwórkach.

   Niedaleko centrum znajduje się pieczołowicie odrestaurowany antyczny teatr, który warto zobaczyć. Bardzo często odbywają się w nim liczne koncerty i przedstawienia. Ze względu na piękne położenie w zacisznym zakątku miasta na teren teatru można przyjść na krótki odpoczynek w trakcie zwiedzania Kos Town.

   Największym skupiskiem ruin są pozostałości po antycznej Agorze. W czasach starożytnych był to rodzaj centrum handlowego i kulturalnego wyspy położonego na olbrzymim placu w kształcie prostokąta. Agora na Kos była jedną z największych na greckich wyspach. Do dziś zachowało się kilka świątynnych kolumn i pozostałości po licznych budynkach. 
   Teren antycznej Agory jest dziś po prostu częścią miasta, dostępną dla wszystkich, otoczoną ulicami i współczesną zabudową. Turyści i mieszkańcy miasta przychodzą tu na spacery lub zwyczajnie idą do swoich domów po zrobieniu zakupów, jak przez park. Bardzo łatwo zorientować się w terenie, wszędzie stoją tablice informacyjne, z których można się dowiedzieć, gdzie akurat jesteśmy i jaka jest historia tego miejsca.


   Im bliżej centrum miasta tym więcej śladów świadczących o jego wielokulturowej historii. Niemal obok siebie stoją prawosławne świątynie, kościół katolicki, żydowska synagoga, islamskie meczety, a nawet rzymskie łaźnie. Współczesne domy świetnie współgrają z zachowanymi w wielu miejscach budynkami i budowlami z czasów bizantyjskich, weneckich, tureckich i włoskich. To zadziwiające i rzadko spotykane, że kolejni włodarze miasta stawiali nowe budynki starając się zachować to, co zbudowali ich poprzednicy, a nie niszcząc ich dokonań. Dzięki temu Kos stało się miastem – tyglem wielu kultur.

Get Adobe Flash player
   Centralnym miejscem Kos jest Plac Eleftherias z górującym nad miastem wysokim minaretem czynnego do dziś meczetu Defterdar. Na placu znajduje się mnóstwo kawiarni, restauracji i barów, w których można świetnie zjeść. Jednak najbardziej przyciąga Dimotiki Agora, czyli ogromna hala targowa wybudowana na placu przez Włochów jeszcze przed II Wojną. Fantazyjny gmach kryje w sobie dziesiątki stoisk oferujących tysiące przeróżnych towarów. Przede wszystkim można tu kupić świeże warzywa i owoce, oliwki, orzechy, naturalne gąbki, niezliczone przyprawy i lokalne przysmaki. Nie brakuje również stoisk z pamiątkami. Co ciekawe, w hali zakupy robią nie tylko turyści, widziałem całkiem sporo kupujących Greków.

Get Adobe Flash player
   Tuż obok Placu Eleftherias, na małym skwerku, rośnie mający grubo ponad 2000 lat platan, pamiętający czasy starożytne. Według legendy właśnie pod tym drzewem Hipokrates nauczał swoich studentów. Drzewo jest ogrodzone murem i metalowym płotkiem. Rozłożyste, ciężkie gałęzie są podparte stalową konstrukcją.Czas zrobił swoje, olbrzymi pień platanu częściowo spróchniał, ale dzięki staraniom dendrologów drzewo nadal rośnie i ma się dobrze.

   To nie jedyne okazałe drzewo w mieście. Podczas spaceru po Kos spotkałem ich więcej. Nad morzem, niedaleko portu rośnie kilka potężnych drzew (nie mam pojęcia jakiego gatunku), a najbardziej imponujące znajduje się na jednym z placów w centrum. Drzewo jest tak gigantyczne, że robiąc zdjęcie trudno je zmieścić w kadrze. Pod koroną tego olbrzyma wypiłem kawę i poszedłem na dalszy spacer.

   Przez kilka godzin włóczyłem się po labiryncie małych i większych uliczek. Widziałem już najważniejsze miejsca w mieście, więc tym razem w ogóle nie patrzyłem na mapę i szedłem tam, dokąd mnie zaprowadziły trochę już zmęczone nogi. Jak już się zgubiłem na dobre, zjadłem kolację w przypadkowo napotkanej tawernie, zapytałem o drogę i wróciłem do centrum idąc nadmorskim deptakiem.

Get Adobe Flash player
   Zupełnie nie wiem kiedy zrobiło się ciemno. Nabrzeże i centrum wciąż tętniło życiem. Jak na tę porę roku (był 16 październik) w mieście było całkiem sporo ludzi. Po krótkim tym razem spacerze wróciłem do hotelu. Byłem bardzo zmęczony ale również bardzo zadowolony, bo miasto Kos bardzo przypadło mi do gustu.

Get Adobe Flash player
   W nocy pogoda się zmieniła, zaczął wiać wiatr, a niebo przykryły ciemne chmury. Wcześnie rano pojechałem na lotnisko, skąd poleciałem do Aten, a potem do domu, kończąc moją długą wyprawę na wyspy Dodekanezu. 
   Po drodze czekała mnie niespodzianka. Z pokładu samolotu bardzo wyraźnie widziałem jedną z moich ulubionych wysp – Amorgos. To był dobry znak, opuszczałem Grecję, ale wiedziałem, że wiosną znowu tu wrócę.

sobota, 6 lutego 2016

KOS - WYCIECZKA DOOKOŁA WYSPY

KEFALOS BAY - ZATOKA KEFALOS
   Miałem zaledwie jeden dzień na objazd Kos samochodem. Z jednej strony to sporo czasu biorąc pod uwagę niezbyt duże odległości na wyspie. Jeśli jednak po drodze chce się bez pośpiechu obejrzeć ciekawe miejsca, zatrzymać w tawernie na lunch, a dodatkowo popływać w morzu i poleżeć choć pół godziny na plaży, to trzeba się do takiej wycieczki bardzo dobrze przygotować.

   Wyruszyłem z hotelu wcześnie rano. Jak już pisałem, zacząłem moją samochodową eskapadę od malowniczej Zatoki Kefalos i orzeźwiającej kąpieli (zobacz post). Potem pojechałem w stronę nadmorskich rejonów północy, słynących ze wspaniałych plaż i kurortów wypoczynkowych. Jadąc wzdłuż wybrzeża zatrzymałem się w trzech małych miasteczkach: Mastichari, Marmari i Tigaki. W zasadzie większość północnego wybrzeża Kos to ciągnąca się kilometrami jedna wielka plaża. Brak tu małych zatoczek, skałek i kamieni. Od czasu do czasu można spotkać małe przystanie. Plaże są piaszczyste i bardzo szerokie. Tu i ówdzie rosną tamaryszki dające trochę cienia w upalne dni. Bliżej miasteczek na jasnym piasku roi się od kolorowych parasoli i leżaków. W lecie trzeba za nie płacić. Ja byłem tu w połowie października i każdy mógł korzystać z plażowego sprzętu całkowicie za darmo. Jeśli ktoś nie lubi tłoku może po prostu przejść plażą kilkaset metrów i znajdzie olbrzymie łachy rozgrzanego piasku tylko dla siebie. Morze jest płytkie, przez co bezpieczne dla nawet bardzo małych dzieci. Przy brzegu woda jest nagrzana do nieprzyzwoicie wysokiej temperatury. Oczywiście można popływać, trzeba tylko przejść trochę dalej w głąb morza.

   W miasteczkach i ich okolicach znajdują się dziesiątki hoteli i pensjonatów. Wiele z nich zbudowano tuż przy plaży. Bardzo mi się podobało, że nie ma tu hotelowych molochów, budynki są małe, kameralne, fajnie wkomponowane w otoczenie. Oczywiście oprócz hoteli wszędzie jest pełno tawern, restauracji i barów. Stoliki często stoją pod drzewami na skraju plaży.

Get Adobe Flash player
   Północne wybrzeże Kos to wręcz wymarzone miejsce na wypoczynek. Latem wynajęcie pokoju nie jest łatwe, trzeba więc zawczasu pomyśleć nad rezerwacją. Wiele biur podróży oferuje pobyt właśnie tutaj, dlatego w sezonie w większości hoteli nia ma ani jednego wolnego miejsca. Dodatkowym atutem jest bardzo dobrze zorganizowany transport publiczny. Bez kłopotu można się dostać autobusem zarówno do stolicy wyspy – Kos Town, jak również do innych wartych zobaczenia miejsc. Ja nie miałem zbyt wiele czasu na błogie lenistwo na plaży, po krótkim spacerze brzegiem morza i lekkim lunchu pojechałem w głąb wyspy.

   Kos bardzo się różni od innych wysp Dodekanezu. Tereny nadmorskie są nizinne i niemal płaskie. Uprawia się tu sporo warzyw i owoców, jednych z najsmaczniejszych w Grecji. Centralna Kos jest górzysta, pokryta zielonymi lasami, co w tej części Grecji jest rzadkością. W górach leży kilka małych wsi, które warto zobaczyć choćby przejazdem. Najbardziej znana jest Zia, tłumnie odwiedzana przez turystów. Jest to miejsce bardzo kiczowate i strasznie skomercjalizowane. Dominują tu sklepy i stragany z przeróżnymi pamiątkami i lokalnymi pysznościami, no i oczywiście knajpy. Pomimo tego miasteczko jest paradoksalnie urocze, a widoki na równiny i morze zapierają dech.

Get Adobe Flash player
   




   Niedaleko stąd, w cichym i spokojnym miejscu znajduje się Hippocrates Altis. Jest to park ku czci sławnego medyka, zbudowany całkiem niedawno przez fundację, która propaguje Hipokratesa i jego spuściznę. W parku, wśród smukłuch cyprysów stoi bardzo piękna, współczesna rzeźba ojca medycyny. Mając wypożyczony samochód warto tu wpaść na pół godziny, bo miejsce zdecydowanie na to zasługuje.







   Kilka kilometrów od Kos Town, na pięknym wzgórzu porośniętym sosnami i cyprysami znajdują się najsłynniejsze na wyspie ruiny starożytnego Asklepionu. Odwiedziny tego miejsca są obowiązkowe, nawet dla tych, którzy za ruinami nie przepadają. Asklepion to kompleks, w którym leczono chorych i uczono innych sztuki leczenia. Zbudowano go ku czci greckiego boga medycyny Asklepiosa. Według legendy jednym z nauczycieli w tym sanktuarium był sam Hipokrates. Na trzech poziomach do dnia dzisiejszego przetrwały ruiny pierwszego w historii szpitala, budynków służących jako sanatorium, a także świątyń ku czci bogów zdrowia, medycyny i uzdrowień.

    W sezonie turystycznym najlepiej wybrać się do Asklepionu wcześnie rano, później zjeżdżają autobusy wycieczkowe pełne turystów. Jadąc wynajętym samochodem łatwo się zgubić, warto kupić porządną mapę i zwracać uwagę na drogowskazy. 
   Byłem bardzo zadowolony, że jednego dnia udało mi się zobaczyć tak wiele naprawdę pięknych miejsc. Późnym popołudniem musiałem oddać wypożyczony samochód. Wieczorem pojechałem publicznym autobusem do miasta Kos, gdzie miałem spędzić ostatni dzień mojej wyprawy na wyspy Dodekanezu.

Ciąg dalszy nastąpi...

środa, 3 lutego 2016

KOS - WYSPA HIPOKRATESA

TROCHĘ HISTORII 
   Kos jest średniej wielkości wyspą położoną w południowej części archipelagu Dodekanez, bardzo blisko zachodniego wybrzeża Turcji. Historia wyspy jest wręcz imponująca i warto się z nią zapoznać, choćby w wielkim skrócie. Kos skolonizowali Achajowie i Dorowie ponad 3 tysiące lat temu! W czasach starożytnej Grecji wyspa przeżywała swój niebywały rozkwit, było to ważne centrum kulturalne, naukowe i handlowe. 
  To właśnie tu urodził się, mieszkał i nauczał Hipokrates, który jest nazywany ojcem współczesnej medycyny. Na Kos powstał pierwszy w dziejach szpital. Do dziś można oglądać świetnie zachowane ruiny świątyń, teatru i zwykłych domostw. Późniejsza historia wyspy była bardzo intensywna i burzliwa. Wyspa znajdowała się pod panowaniem Imperium Rzymskiego, Bizancjum, Wenecjan i Joannitów. Kilkaset lat na Kos rządzili Turcy. Wcale nie tak dawno, bo w pierwszej połowie XX wieku wyspa aż czterokrotnie zmieniała swoją polityczną przynależność: najpierw była w posiadaniu Włochów, potem Niemców, zaraz po II Wojnie Światowej była protektoratem Wielkiej Brytanii. Do Grecji powróciła razem z innymi wyspami Dodekanezu w 1947 roku.

   Historia Kos pozwala zrozumieć zwykłemu podróżnikowi, jak było możliwe powstanie tak różnorodnej mieszanki kulturowej, świetnie widocznej do czasów współczesnych. Zwiedzając wyspę nie sposób nie zauważyć tej różnorodności. Obok prawosławnych świątyń stoją meczety, synagogi, a nawet kościoły katolickie. Typowe dla Dodekanezu domy sąsiadują z budowlami włoskimi i twierdzami Joannitów. Co ważne, wszyscy są tu traktowani tak samo, niezależnie od pochodzenia i wyznawanej religii. Równie starannie odnawia się antyczne ruiny, weneckie warownie czy tureckie łaźnie. Ten ludzki i kulturowy tygiel jest widoczny na każdym kroku.

UCHODŹCY
   Kos leży zaledwie kilka kilometrów od wybrzeży Turcji, które widać gołym okiem na horyzoncie. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o problemie uchodźców, którzy przypływają na wyspę. Relacje w mediach na ten temat są często przekłamane i nieprawdziwe. Kto nigdy nie był na greckich wyspach, w szczególności na Dodekanezie, w ogóle nie powinien się wypowiadać w tej kwestii. 
   Po pierwsze, przedostanie się łódką lub statkiem przez morze wcale nie jest trudne. Pełna kontrola wybrzeża przez straż przybrzeżną, policję i wojsko wymagałaby zatrudnienia tysięcy ludzi i odpowiedniego sprzętu. Stała obserwacja setek zatoczek, dziesiątków portów i przystani, z których odpływają łodzie z uchodźcami praktycznie nie jest możliwa. Nikomu jeszcze nie udało się w 100% uszczelnić swojej morskiej granicy, nawet amerykańskiej straży przybrzeżnej na Florydzie. 
   Ludzie chwytają się wszelkich sposobów, żeby przedostać się na greckie wyspy, są zdesperowani i przy tym kompletnie nieodpowiedzialni. Płyną na przepełnionych, zniszczonych łodziach i starych pontonach, które nie dają rady falom i sztormom. Uchodźcy przybywają do portów również legalnymi i oficjalnie kursującymi promami. Z tego co widziałem na własne oczy w portach na wyspach Chios i Samos, wszędzie jest porządek, ludzie są traktowani dobrze, a co najważniejsze nikomu nie robią żadnej krzywdy. Wielokrotnie rozmawiałem z Grekami na temat uchodźców. Wszyscy zgodnie mówią, że tym ludziom trzeba pomóc. Tak też się dzieje. Wyspiarze sami z siebie, zupełnie spontanicznie pomagają jak mogą i jak potrafią. Starają się, żeby nikt nie był głodny i żeby każdy miał dach nad głową. Oczywiście ta pomoc przerasta ich możliwości, bo liczba uchodźców czasem kilkakrotnie przekracza liczbę mieszkańców wyspy. Zagraniczne wsparcie również nie rozwiązuje problemu, bo jest po prostu zbyt małe.

    Wszyscy Grecy, a szczególnie mieszkańcy wysp mają wolność w swoich genach, wiedzą doskonale co znaczy życie na uchodźstwie. Historia i setki lat życia pod panowaniem obcych nauczyło ich, żeby wszyscy byli traktowani tak samo i każdy zasługuje na pomoc. To widać na każdym kroku. Wszyscy przyjezdni mogą liczyć na szacunek, gościnność i bezinteresowną pomoc. 
   Moim zdaniem nie ma powodu, żeby odwoływać swój wyjazd lub w ogóle nie odwiedzać tych rejonów Grecji, w których przebywają uchodźcy. Im zależy wyłącznie na przedostaniu się na kontynent i dalej do Europy Zachodniej. Póki co greckie władze kontrolują ten wielki "przepływ ludzi" i nie ma się czego obawiać. Oczywiście mogą się pojawić pewne niedogodności dla turystów, ale nie zdarzają się one często i nie są uciążliwe. Zostaje co prawda pewien psychiczny dyskomfort spowodowany problemem napływu imigrantów, ale na to rady nie ma.

KIEDY I JAK DOSTAĆ SIĘ NA KOS 
   Sezon turystyczny na wyspach Dodekanezu jest nieco dłuższy niż w pozostałych rejonach Grecji i trwa od końca kwietnia do końca października. Na początku i końcu tego okresu pogoda może nam spłatać figla w postaci krótkiego deszczu lub zachmurzonego nieba, ale jest już ciepło i można się kąpać w morzu. Przede wszystkim jednak nie ma tłumów. 
   Prawdziwy najazd na Kos zaczyna się pod koniec czerwca i trwa nieprzerwanie do końca wakacji. Wyspa z roku na rok staje się coraz bardziej popularna, co przekłada się na ilość odwiedzających. Nie są to takie rzesze ludzi jak na Rodos czy Santorini, spodziewam się jednak, że już za kilka lat pobyt w szczycie sezonu będzie tu nie do zniesienia. Moim zdaniem najlepszą porą na odwiedziny Kos jest wiosna (maj-czerwiec) lub jesień (wrzesień-październik).
   Na wyspę można się dość łatwo dostać. Jest tu międzynarodowe lotnisko, które obsługuje całkiem sporo lotów z całej Europy. Najszybciej i najłatwiej polecieć na Kos tanimi liniami (z Polski bezpośredni przelot z Krakowa oferuje Ryanair, ale tylko w sezonie). Są też inne opcje podróży samolotem:
  • Lecimy do Aten, skąd można polecieć samolotem lub popłynąć promem. Nie polecam podróży promem, bo jest strasznie długa i męcząca. 
  • Lecimy do Aten, potem na Rodos (albo bezpośrednio z Polski na Rodos), skąd łatwo i stosunkowo szybko można złapać połączenie promowe na Kos. 
  • Korzystamy z bezpośrednich lotów czarterowych biur podróży.

   Ja byłem na Kos w trakcie 3-tygodniowej wycieczki po wyspach Dodekanezu. Przypłynąłem tam z Kalymnos, a wróciłem do Aten samolotem. Lotnisko na Kos jest oddalone od stolicy (25 km jazdy w górach), warto więc z wyprzedzeniem rozejrzeć się za transferem do albo z hotelu. Niektóre z nich oferują bezpłatny lub niedrogi transport. Na lotnisko można dojechać autobusem. Można też skorzystać z bardzo dobrego i taniego transferu dokonując rezerwacji na stronie internetowej www.hoppa.com , gdzie bardzo często są świetne promocje. Mnie się udało kupić bilet na przejazd mikrobusem za jedyne 4 euro, samochód czekał na mnie o umówionej godzinie tuż przy hotelu, podróż była bardzo wygodna i szybka. 

GDZIE SZUKAĆ NOCLEGÓW
   Na Kos jest wyjątkowo duży wybór miejsc noclegowych w hotelach i pensjonatach. Można wynająć apartament lub pokój gościnny. Wybór miejsca pobytu zależy oczywiście od tego, co zamierzamy robić na wyspie i jak długo zamierzamy na niej pozostać. 

   Moim zdaniem optymalny czas pobytu, podczas którego można dość dokładnie zwiedzić wyspę i oraz odpocząć to 5 do 8 dni. Krótszy pobyt będzie wymagał bardzo intensywnego zwiedzania, a o dłuższym odpoczynku na plaży trzeba zapomnieć. Bardzo zachęcam wszystkich, którzy planują swój urlop na Kos, do poświecenia jednego całego dnia (a lepiej dwóch) na wypad promem na pobliską bajecznie piękną wyspę Nissyros (pisałem o niej na blogu TU).



   Większość niedrogich ofert biur podróży dotyczy zakwaterowania w jednym z hoteli w miejscowości Kardamena na południowym wybrzeżu. Osobiście odradzam wybór hotelu w tym miejscu. Kardamena jest typowym turystycznym miasteczkiem z mnóstwem nieciekawych hoteli, niespecjalnych knajp i niezbyt ładną plażą położoną tuż przy głównej ulicy. Latem jest tu straszny tłok, a poza sezonem miasteczko świeci pustkami. 
   Na Kos nie ma jeszcze na szczęście ogromnych kompleksów hotelowych z basenami, zjeżdżalniami, polami golfowymi i wielkimi stołówkami. Zdecydowana większość hoteli to niewielkie, niskie budynki, z mnóstwem kwiatów i zieleni. Nawet jeśli przy plaży są tylko hotele i pensjonaty, to ich architektura nie razi w oczy. Oczywiście zdarzają się również "potworki" i dlatego warto z wyprzedzeniem wiedzieć, gdzie będzie nasze lokum.

   Polecam wszystkim, żeby zarezerwowali co najmniej 1 nocleg w stolicy wyspy, Kos Town. Miasto jest prześliczne, ma do zaoferowania mnóstwo atrakcji i żeby je wszystkie zobaczyć, potrzeba co najmniej jednego pełnego dnia, a najlepiej dwóch. Co prawda na wyspie do późnych godzin wieczornych kursują autobusy, ale lepiej jest wynająć pokój w hotelu blisko centrum. Jeżeli mamy zamiar kilka dni poświęcić na opalanie i pływanie, warto się zastanowić nad rezerwacją hotelu nad morzem, żeby łatwo i szybko dostać się na plażę. 
   Dobrym pomysłem jest wynajęcie samochodu. W ciągu 2 dni można zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca warte zwiedzenia. Można też skorzystać z publicznych autobusów, które jeżdżą dość często do wszystkich popularnych miejscowości i plaż na wyspie.


   Początkowo zamierzałem spędzić na Kos pięć dni, żeby się nigdzie nie spieszyć. Później jednak postanowiłem skrócić mój pobyt i wyskoczyć na półtora dnia na Nissyros, żeby zobaczyć wulkan ( zobacz post o Nissyros). Na Kos zostało mi zatem trzy i pół dnia. Musiałem się nieźle nagłowić jak zaplanować mój czas, żeby zwiedzić maksymalnie dużo. 
   Dotarłem na Kos promem z Nissyros do Kardameny. W porcie czekał już na mnie samochód. Było późne popołudnie, więc pojechałem czym prędzej na zachodni brzeg wyspy. Słyszałem, że na dzikiej plaży Agios Theologos można obejrzeć najpiękniejszy na Kos zachód słońca. Zdążyłem w ostatniej chwili i nie zawiodłem się. Rzeczywiście widoki na morze i przepiękne puste plaże okazały się niezapomniane. Już po ciemku dotarłem do hotelu, który znajduje się przy olbrzymiej zatoce Kefalos.

Get Adobe Flash player
   Rano okazało się, że mój wybór był strzałem w dziesiątkę. Z hotelu wychodzi się prosto na cudną, szeroką i bardzo długą piaszczystą plażę. W zatoce leży mała wysepka Agios Nikolaos z małym białym kościółkiem i ruinami dawnej twierdzy. 
   Kilkaset metrów od hotelu, na małym cyplu oddzielającym dwie olbrzymie plaże, znalazłem bez trudu antyczne pozostałości po greckiej świątyni. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na wyspie. Zdjęcia ruin na tle kościółka na wysepce można zobaczyć na okładkach przewodników i na pocztówkach. Pamiętam doskonale ten ranek, słońce zaczynało prażyć (a była już przecież połowa października), ze względu na wczesną porę w okolicy nie było żywego ducha, morze spokojnie falowało. Raj na Ziemi.

Get Adobe Flash player
   Pojechałem drogą wzdłuż malowniczej Zatoki Kefalos obejrzeć piękne plaże. Pomimo strasznie napiętego programu dnia poświęciłem pół godziny na opalanie i kąpiel w tak ciepłym morzu, że żal było wychodzić z wody. Potem odbiłem w głąb wyspy, ale o tym opowiem Wam w następnym poście.

Ciąg dalszy nastąpi...